Obniżyła się temperatura. Ściany pociemniały. W pewnej chwili uczniowie zauważyli, że nie siedzą już w ławkach. O, nie. Byli ciasno stłoczeni w kącie ciemnawej sali. Wyglądała, można by rzec, bardzo średniowiecznie. Po drugiej stronie pomieszczenia, częściowo zakryci przez rząd ustawionych koło siebie posągów zgromadzeni byli jacyś ludzie.
Ktoś ubrany w togę profesorską oznajmił:
- Auribus frequenitius quam lingua utere, Władysław.
Skarcony żak skinął pokornie głową.
c. d. n.