- Wariatka - powtórzyła Pchełka. Tym razem jednak kilka osób stanęło po stronie Eli.
- No, skoro już tu jesteśmy... ostatecznie, możemy zobaczyć - stwierdziła Filipa.
- To może być nawet dość interesujące - uznał Leon.
- No to idziemy... Dziadziu, zaprowadzisz nas?
- A mamże jaki wybór? - Alchemik rozłożył bezradnie ręce i podążył przodem.
- Daleko to jest? - chciała upewnić się Lala.
- Dlaczego pytasz? - wolała wiedzieć wnuczka Fulgencjusza.
- No wiesz... zmęczyły mnie te podróże. Taką długą drogę dzisiaj przebyłam.
- Fakt, kawał czasoprzestrzeni - przytaknęła Ela ze swoim specyficznym uśmieszkiem.
- Poza tym mam nowe buty, nie chciałabym ich zniszczyć...
Ela spojrzała w dół. Jej wzrok napotkał parę granatowych, błyszczących szpilek. Palnęła się ręką w czoło.
- Rany, kto w czymś takim chodzi? Kostkę można skręcić.
- Ja chodzę - odparła lekko zawstydzona Lala, z pewną dozą politowania przyglądając się górskim butom Eli, niezbyt pięknym, ale chroniącym przed urazami i wilgocią.
- Najlepiej idź na bosaka - doradziła jej koleżanka.
- Fuuuj... Co za obrzydliwy pomysł! Tu jest b r u d n o. Jak w naszym szkolnym wychodku.
c. d. n.