niedziela, 29 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 8

 - Ja się nigdzie nie ruszam - zapowiedziała z niesmakiem Nika.
 - Owszem, ruszasz się, i to zaraz. Nie wypada się spóźnić już pierwszego dnia - odparła kategorycznie Ela.
 - Jak to: pierwszego dnia?! Zostaniemy tu dłużej?! - przeraził się Sławek.
 - A jak inaczej to sobie wyobrażacie? Gdzież się podziejemy w tym średniowieczu? - Ela po raz któryś zrobiła minę niewiniątka - zresztą, zobaczcie jakie tu jest urocze zwierzę! Zaprzyjaźnijmy się z nim... - to mówiąc, dziewczynka wskazała na faktycznie uroczego, biało-czarnego kota o błyszczącym futerku. Wyjątkowo, nikomu jakoś nie przyszło do głowy, że próbuje tym samym odwrócić uwagę od siebie.
Kotek tymczasem zaczął ocierać się o nogi uczniów.
 - Jaki kochany... - uśmiechnęła się z fascynacją Mila.
 - Ma jakoś na imię? - zainteresowała się Filipa.
 - Kasper - zakomunikował Antek, znów pojawiając się we wrotach.
 - Kacperek... - większość dziewcząt, a nawet część chłopców zaczęła rozpływać się w zachwytach.
 - Kasper, dopilnuj ich, niech się pospieszą - powiedział Antek rozkazująco i nad głowami pozostałych mrugnął do Eli.
 Nikt oprócz niej tego nie zauważył.

Tak właśnie wyglądał kot Kasper, chodząc uliczkami średniowiecznego grodu i szukając myszy oraz... przygód.


c. d. n.

niedziela, 15 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 7

 - Chodźcie na lekcję! - zawołał do nich Antek przez uchylone drzwi.
 - Ile tych lekcji dzisiaj będzie? - przestraszył się Sławek.
 - Zostało na dzisiaj jeszcze siedem. Normalnie jest jedenaście. Oprócz tego dyżury przy szorowaniu podłogi, gotowaniu, przynoszeniu do misy wody do mycia się.
 - Gotowaniu? A co tutaj się jada? - zaciekawił się Innocenty, głaszcząc się po pękatym brzuszku.
 - Porcja chleba i wody doda wam urody - zaśmiał się Antek na odchodnym.


        c. d. n.

sobota, 14 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 6

 Po półgodzinie 25 szóstoklasistów, ucharakteryzowanych na średniowiecznych uczniów zebrało się w sali, w nie wiadomo jaki sposób załatwionej dla nich przez Antka.
 - Elka, rany, w coś ty nas wpakowała, do pioruna?! - syknął Leon władczo.
 - Ja...? - niewinnie zamrugała oczami.
 - No dobra, ten cały, jak mu tam, Antek. Tylko, że to ty z nim rozmawiałaś.
 - A tobie by lepiej poszło? Pomyśl. Załatwiłam nam tutaj wikt i opierunek...
 - Nie drwij, bezczelna kobieto - przerwał jej Monteskiusz.
 - Jaka znowu kobieto...? Tutaj robię za żaczka. Nam wikt i opierunek, a im trochę zabawy.
 - Polska Akcja Charytatywna, kurde... - skomentował Radek.

      c. d. n.

niedziela, 8 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 5

 - Nie, no aż tak źle nie będzie... klęczenie na grochu, bicie linijką i tym podobne.
 - A swoją drogą, co ja właściwie mam na sobie? - zaniepokoiła się Foksia.
 - Obawiam się, że to co my wszyscy, niestety... Ela, to twoja wina! Zrób coś! - zarządziła Daria. Oskarżona nie zareagowała, wciąż uśmiechała się zagadkowo.
 W międzyczasie lekcja się skończyła, a żacy rozpierzchli po sali.
 - Waćpanno, coś ty za jedna? - zapytał nagle Elę jasnowłosy żak o niebieskich oczach.
 - Jestem Ela... a to moi... - tutaj szóstoklasistka zastanowiła się przez moment - kompani.
 - Jak się tutaj dostaliście?
 - A jak ty masz na imię? - Ela z premedytacją wykorzystała jeden ze sposobów manipulacji, czyli na pytanie odpowiedziała pytaniem. I tak chłopiec nie uwierzyłby jej, gdyby powiedziała, że przybyli z XXI-wiecznej szkoły. Równocześnie uszczypnęła Leona, który już otwierał usta (wskutek jej zdecydowanej interwencji wydobyły się z nich jedynie słowa: "Auć! Za co?!").
 - Jestem Antek - uśmiechnął się chłopiec. - Może zostaniecie tu na trochę? Pomogę wam przebrać się za tutejszych żaków. Ciekawiej znów będzie.
 - Z chęcią skorzystamy z gościny... - Ela dygnęła wdzięcznie, niczym najprawdziwsza dama.


        c. d. n.

sobota, 7 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 4

 - Co to ma być? - zdziwił się Sławek.
 - Ostrzegałam was...
 - No dobra, a co on właściwie powiedział? - zapytała Józia.
 - "Uszu używaj częściej niż języka". Po prostu Władysław nie słuchał profesora, który się o to zdenerwował - wytłumaczyła Ela.
 - A teraz co mówi? - zapytał Radosław.
 - Że ledwo co się pozbyli Nawojki, a już kolejny problem. A teraz jeden narzeka, że już jej nie ma , podobno była sympatyczna. Żałują, że nie uczą się przyrody. Oj...
 - Co takiego? - zdziwił się Leon.
 - Nauczyciele zamierzają karać za bezczelność...
 - W jaki sposób? - zainteresował się tym razem Innocenty. - Łamanie kołem?

               c. d. n.

piątek, 6 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 3

 Obniżyła się temperatura. Ściany pociemniały. W pewnej chwili uczniowie zauważyli, że nie siedzą już w ławkach. O, nie. Byli ciasno stłoczeni w kącie ciemnawej sali. Wyglądała, można by rzec, bardzo średniowiecznie. Po drugiej stronie pomieszczenia, częściowo zakryci przez rząd ustawionych koło siebie posągów zgromadzeni byli jacyś ludzie.

 Ktoś ubrany w togę profesorską oznajmił:
 - Auribus frequenitius quam lingua utere, Władysław.
 Skarcony żak skinął pokornie głową.

    c. d. n.

czwartek, 5 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 2

 - Łatwo ci mówić, geniuszu jeden - naskoczyła na niego Telimena.
 - No dokładnie! Nie każdy tak rozumie matmę - poparła ją Nika, robiąc minę cierpiętnicy.
 - Nawet mało kto... - uzupełnił Sławek.
 - Trzeba się było uczyć - stwierdziła Filipa tonem najzupełniej wyluzowanym.
 - Filipa, daj spokój - mruknęła Pchełka. - I tak już jestem strasznie zdenerwowana, zobaczcie, jakie mam zimne ręce, boję się...
 - Kiedyś ludzie bali się burzy, najeźdźców, powodzi, trzęsień ziemi, a wy co? Bledniecie na samą myśl o takiej formalności?! Dawniej to byłby zaszczyt, wziąć udział w takim egzaminie! - zauważyła Nonia.
 - Gdzie te czasy... - z ironicznie zatroskanym wyrazem twarzy pokiwała głową Wiola.

 Ela, która dotąd zabrała głos tylko raz, a potem zajmowała się starannym ułożeniem rzeczy na ławce, wyjęła z piórnika drewniany ołówek i zaczęła nim wykonywać różne dziwne zawijasy, kojarzące się z celtyckimi runami.
 - Uważajcie, żeby wasze życzenia się przypadkiem nie spełniły - powiedziała nagle i zamilkła.
 Najwyższy już był na to czas, bo nauczyciele zaczynali rozdawać kartki z tekstem sprawdzianu. "W dawnych szkołach" - tak brzmiał temat. Jak na ironię.

 Zanim jeszcze opiekunowie zdążyli wytłumaczyć wszystkie sporne kwestie i odpowiedzieć na pytania etatowych dyskutantów, COŚ zaczęło się dziać...

   c. d. n.

środa, 4 stycznia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 1

 Pewnego słonecznego, kwietniowego dnia w szkole podstawowej odbywał się sprawdzian kompetencji. Przybyli wszyscy uczniowie klas szóstych. Uczestników wpuszczono na salę, oczywiście po sprawdzeniu legitymacji. Obyło się bez incydentów. Jedna z uczennic, Nika westchnęła:
 - Pomyśleć, że kiedyś osoby płci żeńskiej nie musiały chodzić do szkół... nie miały obowiązku wiedzieć, ile to jest 10% z dziesięciu, ani ile wynosi 16,05 pomnożone przez 3,74...
 - Nie tyle nie musiały, co nie miały prawa - chłodno sprecyzowała Ela.
 - To miały szczęście! - jęknął Sławek. - Nie wiem, czy zdam ten test...
 - Z całym szacunkiem, ale sprawdziany kompetencji, jeśli chodzi o przedmioty ścisłe są naprawdę bardzo proste - wtrącił się chłopiec zwany Monteskiuszem.

        c. d. n.