Grupka nastolatków zbliżyła się do stołu.
- Co to jest? Tylko dekoracja, nie? - Radek wskazał wazonik z kwiatami, położony przy ścianie. Obok znajdowały się dwa następne, ale bez roślinek.
- Ach, bynajmniej! To jeden z najświeższych mych eksperymentów! - żachnął się alchemik. Nie kwapił się jednak z dalszymi wyjaśnieniami, więc Nika zapytała ostrożnie:
- Na czym on polega?
- Dotyczy on... peregrynacyi* w czasie.
Wydawało się, że gospodarz nie zauważył poruszenia, jakie nagle zapanowało wśród uczniów, podobnego nieco do tego, które można zaobserwować na wieść o odwołaniu ostatniej lekcji.
- Jak to? - zdziwił się Leon. - Przecież to tylko zwykłe petunie.
- O, nie, nie! - tym razem pan Fulgencjusz aż zamachał ramionami, po czym najwyraźniej zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy. - To są kwiaty przygotowane do peregrynacyi! Zaś w tym miejscu - wskazał sąsiedni wazon - pojawią się kwiaty, które już wysłałem w przyszłość.
- A w tym...? - zapytał zamyślony Monteskiusz.
- Cóż zasię... jeśli w tym wazonie pojawią się kwiaty, będzie to znaczyło, że w przyszłości wynajdę drogę, by przemieścić coś w przeszłość...
Nonia spróbowała wyobrazić sobie podobne podróże w czasie i związane z nimi komplikacje. Zakręciło jej się w głowie.
* peregrynacja - podróż
** obrazek również wykonany za pomocą mydeco.com
c. d. n.
czwartek, 6 września 2012
niedziela, 2 września 2012
"Szalone perypetie" cz. 31
- A teraz... - w tym miejscu alchemik zawahał się przez chwilę. - Życzylibyście sobie obejrzeć kilka mych dzieł?
- I wypróbować? - upewnił się Sławek. Pan Fulgencjusz zrobił zaniepokojoną minę.
- Wypróbowywać mogę ja, jeśli poprosicie... zaś raczej... przedstawiać działanie.
Zaprowadził swoich gości do stołu, na którym miał zwyczaj przeprowadzać doświadczenia. Nad blatem wisiało okazałe poroże, obok stały skrzynie, na których walały się książki... Uczniowie rozglądali się, zafascynowani.
c. d. n.
* Ilustrację wykonałam za pomocą mydeco.com
- I wypróbować? - upewnił się Sławek. Pan Fulgencjusz zrobił zaniepokojoną minę.
- Wypróbowywać mogę ja, jeśli poprosicie... zaś raczej... przedstawiać działanie.
c. d. n.
* Ilustrację wykonałam za pomocą mydeco.com
wtorek, 28 sierpnia 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 30
Po długich, żmudnych poszukiwaniach gospodarz odnalazł dzwonek, wielkością i wydawanym dźwiękiem odpowiadający temu szkolnemu. Ela i Antek odetchnęli z ulgą, widać bowiem było, że alchemik, choć bez wątpienia znakomicie zorientowany w kwestiach mikstur i ich składników, całkowicie gubi się we własnym gospodarstwie.
- On ma gosposię? - zapytała szeptem Ela swojego średniowiecznego kolegę. Ten nie zdążył udzielić odpowiedzi, gdyż przerwał mu metaliczny hałas. Szóstoklasiści wzdrygnęli się jak oparzeni i zamilkli. "To działa trochę jak z psem Pawłowa" - pomyślał Leon.
- Posłuchajcie mnie! Jesteście dziś moimi gośćmi, lecz to nakłada na was pewne obowiązki... - kilku uczniów już zaczęło ziewać. Antek, świadom tego, że mocną stroną naukowca jest praca laboratoryjna (wyrażając się współczesnym językiem), a nie przemówienia, ale wychowany w średniowiecznej dyscyplinie, szepnął do Elki:
- Przerwij mu i przyspiesz jego mowę!
Dziewczyna skinęła głową.
- Krótko mówiąc, pan Fulgencjusz chciał powiedzieć, co nam tu wolno, a czego nie. Dziękuję - skończyła szybko.
- Dobrze ci poszło - pochwalił żak. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
- To nic takiego. Coś jak zadanie z polskiego "Streść w jednym zdaniu akcję Romea i Julii".
- A jak streściłaś?
- Głupia dziewczyna i sentymentalny chłopak się w sobie zakochali i popełnili samobójstwo.
- A jak naprawdę streściłaś?
- Nie no, dobrze mnie znasz, nie dałeś się nabrać... Konwencjonalnie: "Potomkowie zwaśnionych rodów, Romeo Monteki i Julia Kapulet zakochali się w sobie i zawarli ślub, lecz w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oboje popełnili samobójstwo, a ich śmierć pogodziła nienawidzące się rodziny".
Podczas, gdy trwała ta znamienna pogawędka (stojącą w okolicy Filipę szczególnie zaciekawiły słowa Eli: "dobrze mnie znasz"), gospodarz tłumaczył zasady, obowiązujące goszczących u niego uczniów. W większości pokrywały się z tymi z pracowni chemicznej.
c. d. n.
- On ma gosposię? - zapytała szeptem Ela swojego średniowiecznego kolegę. Ten nie zdążył udzielić odpowiedzi, gdyż przerwał mu metaliczny hałas. Szóstoklasiści wzdrygnęli się jak oparzeni i zamilkli. "To działa trochę jak z psem Pawłowa" - pomyślał Leon.
- Posłuchajcie mnie! Jesteście dziś moimi gośćmi, lecz to nakłada na was pewne obowiązki... - kilku uczniów już zaczęło ziewać. Antek, świadom tego, że mocną stroną naukowca jest praca laboratoryjna (wyrażając się współczesnym językiem), a nie przemówienia, ale wychowany w średniowiecznej dyscyplinie, szepnął do Elki:
- Przerwij mu i przyspiesz jego mowę!
Dziewczyna skinęła głową.
- Krótko mówiąc, pan Fulgencjusz chciał powiedzieć, co nam tu wolno, a czego nie. Dziękuję - skończyła szybko.
- Dobrze ci poszło - pochwalił żak. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
- To nic takiego. Coś jak zadanie z polskiego "Streść w jednym zdaniu akcję Romea i Julii".
- A jak streściłaś?
- Głupia dziewczyna i sentymentalny chłopak się w sobie zakochali i popełnili samobójstwo.
- A jak naprawdę streściłaś?
- Nie no, dobrze mnie znasz, nie dałeś się nabrać... Konwencjonalnie: "Potomkowie zwaśnionych rodów, Romeo Monteki i Julia Kapulet zakochali się w sobie i zawarli ślub, lecz w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oboje popełnili samobójstwo, a ich śmierć pogodziła nienawidzące się rodziny".
Podczas, gdy trwała ta znamienna pogawędka (stojącą w okolicy Filipę szczególnie zaciekawiły słowa Eli: "dobrze mnie znasz"), gospodarz tłumaczył zasady, obowiązujące goszczących u niego uczniów. W większości pokrywały się z tymi z pracowni chemicznej.
c. d. n.
wtorek, 21 sierpnia 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 29
Grupka uczniów rozglądała się dookoła, komentując z cicha, wytrzeszczając na wszystko oczy i coraz bardziej upodabniając się do stada podenerwowanych ratlerków. Gospodarz spróbował skupić na sobie uwagę, klaszcząc w dłonie. Cóż, bez rezultatu. Nie był nauczycielem, żeby wiedzieć, że tak banalne i nieinwazyjne środki nie działają na wychowanków szkoły. Podniósł trochę głos:
- Hej! Hej, kochani... - większość nastolatków nie raczyła nawet na niego spojrzeć. Widząc udrękę alchemika, Antek podszedł do niego i zaczął tłumaczyć na stronie (czyli w kącie sali) przyczyny, dla których sprowadził tę bandę urwipołciów w owo miejsce.
- Jak nad nimi zapanować? Muszę im wytłumaczyć, żeby niczego nie dotykali... - powiedział bezradnie pan Fulgencjusz.
- Poproszę Elkę - odparł Antek i poszedł po dziewczynę. - Co robią wasi profesorowie, żebyście ich słuchali? Jak mistrz alchemii może zwrócić waszą uwagę? Musi wytłumaczyć kilka spraw, aby uniknąć zawirowań...
Ela przez chwilę wyglądała tak, jakby miała bardzo dużo do powiedzenia i nie mogła się zdecydować, od czego zacząć. W końcu z jej ust wyszły dwa słowa:
- Spróbujcie dzwonkiem.
Gospodarz otworzył jeden z kufrów i zaczął go przeglądać. Po przesunięciu w bok niedźwiedziej skóry wyjął pokaźny krowi dzwonek.
- Ten będzie dobry?
- Za duży - uczennica pokręciła głową.
Chwilę później ze skrzyni wyłonił się maleńki, może trzy-centymetrowej wysokości srebrny dzwoneczek, udekorowany misternymi rzeźbieniami.
Eli opadły ręce.
c. d. n.
- Hej! Hej, kochani... - większość nastolatków nie raczyła nawet na niego spojrzeć. Widząc udrękę alchemika, Antek podszedł do niego i zaczął tłumaczyć na stronie (czyli w kącie sali) przyczyny, dla których sprowadził tę bandę urwipołciów w owo miejsce.
- Jak nad nimi zapanować? Muszę im wytłumaczyć, żeby niczego nie dotykali... - powiedział bezradnie pan Fulgencjusz.
- Poproszę Elkę - odparł Antek i poszedł po dziewczynę. - Co robią wasi profesorowie, żebyście ich słuchali? Jak mistrz alchemii może zwrócić waszą uwagę? Musi wytłumaczyć kilka spraw, aby uniknąć zawirowań...
Ela przez chwilę wyglądała tak, jakby miała bardzo dużo do powiedzenia i nie mogła się zdecydować, od czego zacząć. W końcu z jej ust wyszły dwa słowa:
- Spróbujcie dzwonkiem.
Gospodarz otworzył jeden z kufrów i zaczął go przeglądać. Po przesunięciu w bok niedźwiedziej skóry wyjął pokaźny krowi dzwonek.
- Ten będzie dobry?
- Za duży - uczennica pokręciła głową.
Chwilę później ze skrzyni wyłonił się maleńki, może trzy-centymetrowej wysokości srebrny dzwoneczek, udekorowany misternymi rzeźbieniami.
Eli opadły ręce.
c. d. n.
niedziela, 19 sierpnia 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 28
Robił sympatyczne wrażenie, nie kojarzył się z tymi słynnymi alchemikami-czarnoksiężnikami, o północy szepczącymi zaklęcia nad wywarem z ropuchy... Patrząc na niego, trudno było nawet uwierzyć w słowa Antka, twierdzącego, że można nabyć w jego pracowni truciznę... Właściwie to raczej mistrz Fulgencjusz kojarzył się z osobą, wobec której można toksyny zastosować (w postaci hamburgerów i hotdogów). Jego brzuch był przyjemnie zaokraglony, wypisz wymaluj jak u wielu współczesnych nam biznesmenów i innych ludzi. Choć, uczciwie mówiąc, wciąż dominuje w świadomości wizerunek tłuściutkiego szlachcica, ledwie mieszczącego się w swoim pasie słuckim... więc może jednak nie trzeba łączyć kształtów alchemika z działalnością fastfood'ów?
Nosił okulary. Cóż, nie powinno to budzić wielkiego zdziwienia, podobno już rzymski cesarz Neron oglądał walki gladiatorów przez szmaragd, oczywiście specjalnie wyszlifowany, a w Europie okulary korekcyjne pojawiły się w XIV wieku. Co prawda, Józia i Lala przyjrzały się uważnie, podejrzliwie i z zaciekawieniem, czy aby na pewno na binoklach nie ma nazwy marki, ale z rozczarowaniem musiały przyznać: nie było.
Był dość wysoki (jak na tamte czasy). Miał szpakowate włosy i szare, bystre oczy. Budził zaufanie, ale też wyglądał na sprytną osobę. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby miał wykorzystać swój spryt przeciwko grupce, zagubionej w czasoprzestrzeni. Może nawet istniały szanse na uzyskanie od niego jakiejś pomocy?
Wszyscy weszli do jego zacisza i o dziwo zmieścili się tam, nie robiąc tłoku.
c. d. n.
wtorek, 24 lipca 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 27
Wyszli na powierzchnię urokliwymi, krętymi, kamiennymi schodkami. "Architekt miał dobry gust" - pomyślała Pchełka.
Antek zapukał w drewniane drzwiczki: jedno lekkie puknięcie, trzy mocniejsze, potem znowu dwa lżejsze i krótkie bębnienie palcami. Uczniowie łatwo domyślili się, że był to szyfr.
Po chwili gospodarz uchylił lekko drzwi.
- Ach, to ty, Antonius! - ucieszył się na początku. Po chwili entuzjazm w jego głosie osłabł - i około dwóch dziesiątek innych pacholąt...
- Dokładnie dwadzieścia pięć osób - uściśliła Ela tonem dobrze wychowanej panienki.
- O, i El... ten, no, elokwentne stwierdzenie! Hmmm... jak się zwiesz, El... elokwentna dziewczyno?
- Ela.
- Czy możemy wejść, mistrzu Fulgencjuszu? - zapytał żak, przerywając dziwną rozmowę.
- Ależ tak, tak, oczywiście... - dopiero teraz alchemik otworzył podwoje dostatecznie szeroko, by uczniowie mogli przestąpić tą niecodzienną drogą próg jego pracowni oraz... zobaczyć jej właściciela.
c. d. n.
Antek zapukał w drewniane drzwiczki: jedno lekkie puknięcie, trzy mocniejsze, potem znowu dwa lżejsze i krótkie bębnienie palcami. Uczniowie łatwo domyślili się, że był to szyfr.
Po chwili gospodarz uchylił lekko drzwi.
- Ach, to ty, Antonius! - ucieszył się na początku. Po chwili entuzjazm w jego głosie osłabł - i około dwóch dziesiątek innych pacholąt...
- Dokładnie dwadzieścia pięć osób - uściśliła Ela tonem dobrze wychowanej panienki.
- O, i El... ten, no, elokwentne stwierdzenie! Hmmm... jak się zwiesz, El... elokwentna dziewczyno?
- Ela.
- Czy możemy wejść, mistrzu Fulgencjuszu? - zapytał żak, przerywając dziwną rozmowę.
- Ależ tak, tak, oczywiście... - dopiero teraz alchemik otworzył podwoje dostatecznie szeroko, by uczniowie mogli przestąpić tą niecodzienną drogą próg jego pracowni oraz... zobaczyć jej właściciela.
c. d. n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

