wtorek, 28 sierpnia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 30

  Po długich, żmudnych poszukiwaniach gospodarz odnalazł dzwonek, wielkością i wydawanym dźwiękiem odpowiadający temu szkolnemu. Ela i Antek odetchnęli z ulgą, widać bowiem było, że alchemik, choć bez wątpienia znakomicie zorientowany w kwestiach mikstur i ich składników, całkowicie gubi się we własnym gospodarstwie.
  - On ma gosposię? - zapytała szeptem Ela swojego średniowiecznego kolegę. Ten nie zdążył udzielić odpowiedzi, gdyż przerwał mu metaliczny hałas. Szóstoklasiści wzdrygnęli się jak oparzeni i zamilkli. "To działa trochę jak z psem Pawłowa" - pomyślał Leon.
  - Posłuchajcie mnie! Jesteście dziś moimi gośćmi, lecz to nakłada na was pewne obowiązki... - kilku uczniów już zaczęło ziewać. Antek, świadom tego, że mocną stroną naukowca jest praca laboratoryjna (wyrażając się współczesnym językiem), a nie przemówienia, ale wychowany w średniowiecznej dyscyplinie, szepnął do Elki:
  - Przerwij mu i przyspiesz jego mowę!
  Dziewczyna skinęła głową.
  - Krótko mówiąc, pan Fulgencjusz chciał powiedzieć, co nam tu wolno, a czego nie. Dziękuję - skończyła szybko.
  - Dobrze ci poszło - pochwalił żak. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
  - To nic takiego. Coś jak zadanie z polskiego "Streść w jednym zdaniu akcję Romea i Julii".
  - A jak streściłaś?
  - Głupia dziewczyna i sentymentalny chłopak się w sobie zakochali i popełnili samobójstwo.
  - A jak naprawdę streściłaś?
  - Nie no, dobrze mnie znasz, nie dałeś się nabrać... Konwencjonalnie: "Potomkowie zwaśnionych rodów, Romeo Monteki i Julia Kapulet zakochali się w sobie i zawarli ślub, lecz w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oboje popełnili samobójstwo, a ich śmierć pogodziła nienawidzące się rodziny".
  Podczas, gdy trwała ta znamienna pogawędka (stojącą w okolicy Filipę szczególnie zaciekawiły słowa Eli: "dobrze mnie znasz"), gospodarz tłumaczył zasady, obowiązujące goszczących u niego uczniów. W większości pokrywały się z tymi z pracowni chemicznej.


                                                                   c. d. n.