Na tacy stało kilka misek. Jak można się było domyślić, znaczną część ich zawartości stanowiła kasza - w owych czasach jeden z podstawowych produktów żywnościowych Polaków. Główną przyprawą była sól. Do popicia chłopak przyniósł kwaśne mleko, które można było nalać do glinianych kubeczków.
Lala spojrzała na to wszystko z nietęgą miną:
- Chyba się poodchudzam...
- Lepiej nie, i tak już jesteś w grupie ryzyka jeśli chodzi o anoreksję - delikatnie przyzłośliwił się Radek.
- Dają, trzeba brać - wzruszyła ramionami Talka. Jej wypowiedź w dwudziestym pierwszym wieku nie zabrzmiałaby całkiem jednoznacznie i mogłaby zostać potraktowana jak zachęta do zachowań korupcyjnych, ale w średniowiecznych realiach nikogo nie interesowało specjalnie co tak naprawdę miała na myśli.
- Popieram - stwierdziła Józia, bohatersko ujmując łyżkę.
Inek niczego nie stwierdzał, tylko od dłuższej chwili pałaszował z apetytem, a jego trzęsące się uszy mogłyby posłużyć za wiatrak.
Ela przyglądała się wszystkim z boku, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy jedząc spokojnie kaszę, tak, jakby nie robiło jej różnicy czy w misce znajduje się kasza, czy może raczej crème brûlée, albo też psia karma doprawiona mrówczanem etylu.
c. d. n.