środa, 4 lipca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 23

 Na tacy stało kilka misek. Jak można się było domyślić, znaczną część ich zawartości stanowiła kasza - w owych czasach jeden z podstawowych produktów żywnościowych Polaków. Główną przyprawą była sól. Do popicia chłopak przyniósł kwaśne mleko, które można było nalać do glinianych kubeczków.
 Lala spojrzała na to wszystko z nietęgą miną:
 - Chyba się poodchudzam...
 - Lepiej nie, i tak już jesteś w grupie ryzyka jeśli chodzi o anoreksję - delikatnie przyzłośliwił się Radek.
 - Dają, trzeba brać - wzruszyła ramionami Talka. Jej wypowiedź w dwudziestym pierwszym wieku nie zabrzmiałaby całkiem jednoznacznie i mogłaby zostać potraktowana jak zachęta do zachowań korupcyjnych, ale w średniowiecznych realiach nikogo nie interesowało specjalnie co tak naprawdę miała na myśli.
 - Popieram - stwierdziła Józia, bohatersko ujmując łyżkę.
 Inek niczego nie stwierdzał, tylko od dłuższej chwili pałaszował z apetytem, a jego trzęsące się uszy mogłyby posłużyć za wiatrak.
 Ela przyglądała się wszystkim z boku, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy jedząc spokojnie kaszę, tak, jakby nie robiło jej różnicy czy w misce znajduje się kasza, czy może raczej crème brûlée, albo też psia karma doprawiona mrówczanem etylu.



                                                                      c. d. n.