czwartek, 12 lipca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 24

  - Co teraz? - zapytał Leon, gdy wszystkie porcje kaszy zostały zjedzone (niedokończonymi osobiście zaopiekował się Inek; nie dopuścił też do tego, by zmarnowała się zawartość misek należących do niejadki Lali i odchudzającej się Niki).
  - Hmmm... może chcielibyście zobaczyć drukarnię? - zaproponował Antek po chwili namysłu.
  - Macie w szkole drukarnię? - zdziwiła się Pchełka.
  - Nie w szkole. W mieście - uśmiechnął się Antek, po czym dodał z dumą - Jest bardzo nowoczesna, mistrz używa w niej ruchomych czcionek.
  - Czy w mieście jest jeszcze coś ciekawego? - zapytała Ola jakby z nadzieją.
  - Nie licz na Sephorę ani Bershkę - mruknął Monteskiusz.
  - Co to jest Sephora? - zapytał żak.
  - To taki sklep, w którym sprzedają pudry, lakiery...
  - ... do paznokci i do włosów...
  - ... perfumy...
  - ... odżywki pielęgnacyjne...
  - ... płyny do kąpieli, kremy regenerujące... - mówiły szóstoklasistki jedna przez drugą.
  - Jest u nas coś podobnego - przerwał im Antek.
Kilkanaście par oczu spojrzało na niego ze zdumieniem, przemieszanym z zachwytem i pewnym niedowierzaniem.



                                                                     c. d. n.