- Pracownia mistrza alchemii Fulgencjusza - odparł uroczyście Antek. - Ma on wszelkie mikstury, maście, dryakwie, substancje, mieszaniny... co tylko można wymyślić. Można nabyć u niego smarowidło przeciwko pryszczom, kulki wspomagające pamięć, eliksir miłosny, maść upiększającą dającą gładką, świetlistą cerę, śmiertelne trucizny, cudowne lekarstwa ratujące życie nawet w beznadziejnych przypadkach, wonne olejki... Reklamuje się takim hasłem:
Pójdź do mistrza Fulgencjusza.
Czego pragnie twoja dusza,
Znajdziesz tutaj, odkryjesz to,
Czego Ci drzewiej zabrakło.Chcecie się do niego wybrać?
- Oczywiście! - odrzekło z przekonaniem kilka głosów, chłopięcych skuszonych wizją śmiercionośnych trucizn, oraz dziewczęcych, zachęconych informacją o kosmetykach.
- Zatem bene, idziemy. Ostrzegam jednak, że mistrz Fulgencjusz nie jest... przeciętną osobą.
- Wyartykułuj wprost, poczciwy chłopcze: jest nieco szalony. Pewni przedstawiciele rodzaju ludzkiego mniemają iż jest pomyleńcem - doprecyzował kot Kacper, wyjątkowo w miarę zrozumiale.
c. d. n.