sobota, 14 lipca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 25

  - To niemożliwe - stwierdziła Magdalena. - Cóż to za miejsce?!
  - Pracownia mistrza alchemii Fulgencjusza - odparł uroczyście Antek. - Ma on wszelkie mikstury, maście, dryakwie, substancje, mieszaniny... co tylko można wymyślić. Można nabyć u niego smarowidło przeciwko pryszczom, kulki wspomagające pamięć, eliksir miłosny, maść upiększającą dającą gładką, świetlistą cerę, śmiertelne trucizny, cudowne lekarstwa ratujące życie nawet w beznadziejnych przypadkach, wonne olejki... Reklamuje się takim hasłem:
Pójdź do mistrza Fulgencjusza.
Czego pragnie twoja dusza,
Znajdziesz tutaj, odkryjesz to,
Czego Ci drzewiej zabrakło.
Chcecie się do niego wybrać?
  - Oczywiście! - odrzekło z przekonaniem kilka głosów, chłopięcych skuszonych wizją śmiercionośnych trucizn, oraz dziewczęcych, zachęconych informacją o kosmetykach.
  - Zatem bene, idziemy. Ostrzegam jednak, że mistrz Fulgencjusz nie jest... przeciętną osobą.
  - Wyartykułuj wprost, poczciwy chłopcze: jest nieco szalony. Pewni przedstawiciele rodzaju ludzkiego mniemają iż jest pomyleńcem - doprecyzował kot Kacper, wyjątkowo w miarę zrozumiale.


                                                                c. d. n.