sobota, 27 października 2012

"Szalone perypetie" cz. 35

 - ...poszedłem do mistrza Fulgencjusza po kilka ziół, które akurat były mi potrzebne...
 - Zaraz, do czego potrzebowałeś ziół? - zdziwił się Monteskiusz.
 - Cóż... - żak wydawał się czymś zakłopotany.
 - Przyjmijmy, że miał katar i niech mówi dalej - zaproponowała Ela litościwie.
 - Nie, jak już opowiadam, to opowiem wszystko... miałem pewne problemy, miałem nadzieję, że mądry pan Fulgencjusz coś mi doradzi...
 - Tej części historii sama nie znałam - Ela spojrzała na chłopca z zaskoczeniem.
 - Wszedłem, przygnębiony, do siedziby alchemika, a tam zobaczyłem pewną miłą, rozgadaną dziewczynę.
 - Rozgadaną?! - Monteskiusz rzucił żakowi spojrzenie, które mówiło: "Gdyby nie to, że nie wiem, czy w średniowieczu istniały klamki, poradziłbym niektórym, żeby zamknęli cię w domu bez klamek".
 - Ją - Antek wskazał Elę. - Oprócz niej był tam mistrz alchemii... właściwie przez moment sądziłem, że był w dwóch osobach - teraz również Diogenes obrzucił żaka znaczącym spojrzeniem. I znów sytuację uratowała Ela:
 - Mój tata, który, jak być może wiecie, jest wynalazcą, jest również pra- do potęgi którejśtam -wnukiem Fulgencjusza.
 - Więc te podróże w czasie to doświadczenie łączone?
 - Możecie tak to nazwać. Wtedy, gdy po raz pierwszy się tu zjawiłam, było to zupełnie nieplanowane. Po prostu prototyp tempum mobile* bez powodu włączył się i zaczął działać.
 - Jak to jest skonstruowane? - chłopcy z XXI w. zainteresowali się techniczną stroną przedsięwzięcia. Wcześniej jednak kilka dziewcząt zdążyło zorientować się w przebiegu rozmowy:
 - No, ale jak z tą romantyczną historią? - zniecierpliwiła się Lala.
 - Ale jaką romantyczną historią? - Ela po chwilowej szczerej gadatliwości wróciła do udawania Greczynki.
 - Zakochał się w tobie czy nie? - zapytała Nika.
 - Zapytajcie się go.
 - I wszystko jasne - stwierdził Radek, ku zadowoleniu niektórych obecnych niezbyt zainteresowany romansami. - Ta podejrzana poufałość...
 - I to, że Fulgencjusz znał jej imię...
 - No właśnie, dziadku, dlaczego nie jesteś lepszym aktorem? - Ela zwróciła się z wyrzutem do alchemika.

* łac. "ładnej dziewczynce"
** łac. "maszyny czasu"


                                                                           c. d. n.

niedziela, 21 października 2012

"Szalone perypetie" cz. 34

 - To jest to! - Monteskiuszowi zabłysły oczy.
 - W takim razie... - Diogenes zaczął myśleć logicznie - mamy szansę na powrót do domu.
 - Nie chcę, żebyście wracali - przyznał się Antek. - Ela, nie mogłabyś zostać tu na zawsze? Już kiedyś tak było... pojawiłaś się na chwilę i już zaraz musiałaś wracać.
 - Cooo?
 - Słucham? Ela, to prawda? - Monteskiusz rzucił koleżance takie spojrzenie, jakim naukowiec patrzy na wyniki swoich badań stwierdzając, że pomylił się w pierwszym obliczeniu, tym, z którego wyniknęły wszystkie kolejne.
 - Zostawmy to na razie - podróżniczka w czasie uśmiechnęła się uroczo.
 - Nie ma mowy.
 - W żadnym wypadku.
 - Nie zostawiajmy.
 - Chłopcy, proszę was... mamy ważniejsze sprawy na głowie.
 - Przeciwnie. Ta jest najważniejsza. Chcę wrócić do dwudziestego pierwszego wieku. Twoja historia może mi w tym pomóc - Diogenes jasno sformułował swoje przekonania.
 - Gdzie się podziały wasze naukowe ambicje? Macie wyjątkową możliwość poznania życia w czasach średniowiecznych...
 - Na razie chcemy poznać twoją historię. Jeśli jej nam nie wyjawisz, opowie nam ją twój przyjaciel Antek - Monteskiusz posunął się do delikatnego szantażu.
 - Zatem oddaję mu głos - Ela lekko skinęła ręką na żaka.
 - To było tak...


                                                                          c. d. n.

piątek, 19 października 2012

"Szalone perypetie" cz. 33

 - To jakiś świr - mruknął pod nosem Radek.
 - Dlaczego? To bardzo romantyczne, wysyłać kwiaty w przeszłość i w przyszłość! - zaprotestowała Nika.
 - Czy wy, dziewczyny, nie myślicie o niczym innym? - zapytał Ronaldinho.
 - Nie wiem, jakie masz prawo, żeby czepiać się naszych myśli - rzuciła Filipa. Rozgorzała zacięta i, jak to zwykle bywa w podobnych przypadkach, mało logiczna dyskusja.

  Kilka osób przyglądało się kłócącym znajomym z politowaniem, rezygnacją lub rozbawieniem. Do tych pierwszych należeli Diogenes i Monteskiusz, do tych drugich - Fulgencjusz, a do ostatnich - Ela i Antek.
 - Czy oni nie orientują się, że ten eksperyment może mieć z nami dużo wspólnego? - zastanowił się Monteskiusz.
 - Ludzie często nie dostrzegają najprostszych faktów - stwierdziła Elka filozoficznie.
 - Coś, co dla ciebie jest oczywiste, nie musi być takie dla innych - westchnął Antek, patrząc na nią uważnie. - Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zrozumieć twój świat.
  Eli zrobiło się trochę wstyd.
 - Nie mówię przecież o takich faktach jak to, że Wieża Eiffel'a jest symbolem Paryża, albo że Proxima Centauri to najbliższa Słońcu gwiazda...
 - Tego ostatniego akurat mogę domyślić się z nazwy - zauważył Antek.
 - Może jednak wróćmy do tematu? - zaproponował delikatnie Monteskiusz.
 - Skoro Fulgencjusz może wysyłać kwiaty w inne położenie w czasoprzestrzeni, to może tez wysłać nas... - wypowiedział się Diogenes.
 - Może zacznijmy od tego, że skoro my możemy przemieścić się w czasie, a jak się okazuje możemy, to ten eksperyment też ma szanse powodzenia? - zasugerowała Elka, tłumiąc łobuzerski uśmieszek. Chłopcy spojrzeli na nią z takimi minami, jakby właśnie wysiadła z UFO.


                                                                    c. d. n.

czwartek, 6 września 2012

"Szalone perypetie" cz. 32

  Grupka nastolatków zbliżyła się do stołu.
  - Co to jest? Tylko dekoracja, nie? - Radek wskazał wazonik z kwiatami, położony przy ścianie. Obok znajdowały się dwa następne, ale bez roślinek.
  - Ach, bynajmniej! To jeden z najświeższych mych eksperymentów! - żachnął się alchemik. Nie kwapił się jednak z dalszymi wyjaśnieniami, więc Nika zapytała ostrożnie:
  - Na czym on polega?
  - Dotyczy on... peregrynacyi* w czasie.
  Wydawało się, że gospodarz nie zauważył poruszenia, jakie nagle zapanowało wśród uczniów, podobnego nieco do tego, które można zaobserwować na wieść o odwołaniu ostatniej lekcji.
  - Jak to? - zdziwił się Leon. - Przecież to tylko zwykłe petunie.
  - O, nie, nie! - tym razem pan Fulgencjusz aż zamachał ramionami, po czym najwyraźniej zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy. - To są kwiaty przygotowane do peregrynacyi! Zaś w tym miejscu - wskazał sąsiedni wazon - pojawią się kwiaty, które już wysłałem w przyszłość.
  - A w tym...? - zapytał zamyślony Monteskiusz.
  - Cóż zasię... jeśli w tym wazonie pojawią się kwiaty, będzie to znaczyło, że w przyszłości wynajdę drogę, by przemieścić coś w przeszłość...
  Nonia spróbowała wyobrazić sobie podobne podróże w czasie i związane z nimi komplikacje. Zakręciło jej się w głowie.

* peregrynacja - podróż
** obrazek również wykonany za pomocą mydeco.com


                                                                          c. d. n.

niedziela, 2 września 2012

"Szalone perypetie" cz. 31

  - A teraz... - w tym miejscu alchemik zawahał się przez chwilę. - Życzylibyście sobie obejrzeć kilka mych dzieł?
  - I wypróbować? - upewnił się Sławek. Pan Fulgencjusz zrobił zaniepokojoną minę.
  - Wypróbowywać mogę ja, jeśli poprosicie... zaś raczej... przedstawiać działanie.
  Zaprowadził swoich gości do stołu, na którym miał zwyczaj przeprowadzać doświadczenia. Nad blatem wisiało okazałe poroże, obok stały skrzynie, na których walały się książki... Uczniowie rozglądali się, zafascynowani.


                                                                          c. d. n.
* Ilustrację wykonałam za pomocą mydeco.com

wtorek, 28 sierpnia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 30

  Po długich, żmudnych poszukiwaniach gospodarz odnalazł dzwonek, wielkością i wydawanym dźwiękiem odpowiadający temu szkolnemu. Ela i Antek odetchnęli z ulgą, widać bowiem było, że alchemik, choć bez wątpienia znakomicie zorientowany w kwestiach mikstur i ich składników, całkowicie gubi się we własnym gospodarstwie.
  - On ma gosposię? - zapytała szeptem Ela swojego średniowiecznego kolegę. Ten nie zdążył udzielić odpowiedzi, gdyż przerwał mu metaliczny hałas. Szóstoklasiści wzdrygnęli się jak oparzeni i zamilkli. "To działa trochę jak z psem Pawłowa" - pomyślał Leon.
  - Posłuchajcie mnie! Jesteście dziś moimi gośćmi, lecz to nakłada na was pewne obowiązki... - kilku uczniów już zaczęło ziewać. Antek, świadom tego, że mocną stroną naukowca jest praca laboratoryjna (wyrażając się współczesnym językiem), a nie przemówienia, ale wychowany w średniowiecznej dyscyplinie, szepnął do Elki:
  - Przerwij mu i przyspiesz jego mowę!
  Dziewczyna skinęła głową.
  - Krótko mówiąc, pan Fulgencjusz chciał powiedzieć, co nam tu wolno, a czego nie. Dziękuję - skończyła szybko.
  - Dobrze ci poszło - pochwalił żak. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
  - To nic takiego. Coś jak zadanie z polskiego "Streść w jednym zdaniu akcję Romea i Julii".
  - A jak streściłaś?
  - Głupia dziewczyna i sentymentalny chłopak się w sobie zakochali i popełnili samobójstwo.
  - A jak naprawdę streściłaś?
  - Nie no, dobrze mnie znasz, nie dałeś się nabrać... Konwencjonalnie: "Potomkowie zwaśnionych rodów, Romeo Monteki i Julia Kapulet zakochali się w sobie i zawarli ślub, lecz w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oboje popełnili samobójstwo, a ich śmierć pogodziła nienawidzące się rodziny".
  Podczas, gdy trwała ta znamienna pogawędka (stojącą w okolicy Filipę szczególnie zaciekawiły słowa Eli: "dobrze mnie znasz"), gospodarz tłumaczył zasady, obowiązujące goszczących u niego uczniów. W większości pokrywały się z tymi z pracowni chemicznej.


                                                                   c. d. n.