Żacy usiedli grzecznie w ławkach. Wykładowca uniósł ręce i na ten znak popłynęła fascynująca... nie, przepraszam, "fascynująca" to nie jest dobre słowo - po prostu melodia, od której uszy... puchły. Wzburzony nauczyciel gwałtownie poruszył się i opuścił ręce
Hałas ucichł.
Nie do końca. Z wnętrza szafy dobiegało dziwne, modulowane buczenie czy też zawodzenie, które Leonowi skojarzyło się z sygnałem karetki pogotowia, a Pchełce z rogiem myśliwskim. Zdaniem Józi natomiast dźwięk brzmiał tak, jakby beztalencie muzyczne dorwało się wreszcie do czegoś, z czego potrafi wydobyć głos i zasłuchane, grało, grało i zamierzało grać tak aż do końca świata (zaś ten nie mógł nadejść wcześniej niż po pięciuset latach od momentu w czasoprzestrzeni, w którym się chwilowo znajdowali).
Wniosek był jeden: Ronaldinho znalazł stary i zapewne popsuty róg myśliwski. Tym szóstoklasistom, którzy nagle uświadomili sobie ów fakt, z wrażenia ścierpła skóra. W każdej chwili szacowny nauczyciel mógł odkryć w sali ponad dwudziestu przybyszy z przyszłości. Sytuacja stawała się groźna...
c. d. n.