sobota, 11 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 11

 Wygląd izby nie wskazywał, jaka lekcja miała się w niej odbyć. Prawdopodobnie była to klasa wielofunkcyjna, wielkością (ale nie przeznaczeniem) przypominająca salę gimnastyczną. Witraże w oknach (umieszczonych po wschodniej stronie "komnaty") przedstawiały motywy kwiatowe i geometryczne. Katedra, jak należy ustawiona na podwyższeniu została wykonana z drewna sosnowego. Stał na niej ogromny kałamarz z okazałym gęsim piórem. Na jednej ze ścian wisiała harfa.
 Cóż mieli robić pozostawieni w przestronnym, pełnym zakątków pomieszczeniu szóstoklasiści? 
Ela weszła na masywną (czyżby gdańską? - nie, gdańskie zaistniały w nieco późniejszych czasach) szafę. Leon wolał (z uwagi na wzrost podobny Napoleonowi) schować się za meblem. Wraz z nim zmieściła się tam jeszcze drobniutka, ruchliwa Zosia. Nonia ukryła się między pomarańczowymi płótnami, gdzie jako osóbka o rudych włosach była praktycznie niewidoczna. Ronaldinho wybrał kryjówkę ryzykowną, mianowicie wpełzł pod nauczycielskie biurko. Ola miała ochotę przymierzyć profesorską togę, co jednak zostało jej skutecznie wyperswadowane przez życzliwe przyjaciółki. Przeważył argument, że nie byłoby jej do twarzy w ciemnych barwach. Monteskiusz i Diogenes przyglądali się uważnie wielkiemu regałowi z książkami.
 Reszta chwilowo stała zdezorientowana na samym środku sali.
Witraże w oknach przedstawiały motywy kwiatowe i geometryczne...




                                                           c. d. n.