piątek, 10 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 10

 - Co robimy? - zapytał podejrzliwie jeden z chłopców, dotąd nierobiący zbytniego zamieszania, a posiadający przezwisko "Ronaldinho" ze względu na osobliwe zamiłowanie do piłki nożnej.
 - Najrozsądniej będzie się schować, tak jak radził ten żak - odparł po namyśle przyjaciel Monteskiusza, z uwagi na stoickie podejście do życia i dobre wyniki w nauce nazywany Diogenesem (nie mylić z Dionizosem!).
 - Słusznie prawisz, młody panie o twarzy tragicznie bladej... - dobiegło gdzieś z poziomu kolan przeciętnego trzynastolatka.
 - Bladej, owszem. Od ślęczenia nad książkami i komputerem - mruknęła zgryźliwie Ela. Jej koledzy natomiast podejrzliwie spuścili wzrok.
 Jedyną żywą istotą, jaką ujrzeli, był... Kasper.
 - Uszczypnijcie mnie - poprosił Leon, najwyraźniej pragnąc tradycyjną metodą przekonać się, czy nie śpi. - Au! Nie tak mocno! - jęknął, gdy jego życzenie zostało spełnione przez Olę.
 - Alboliż to gadające zwierze takimi dziwami słyną być nazywane? - kwieciście zapytał kot. - Antonius łaskaw był zostawić klucz w zdobnym zamku, ergo muszę ja umykać z owej komnaty aby umieścić rem w miejscu przeznaczenia...
 - Ale hardcore... - westchnął Radek.
 - Nie pojmuję mowy twej, zanadto specyficznej, drogi młodzieńcze.
 - Obawiam się, że vice versa - zauważyła spostrzegawczo Ela. - Tymczasem, zacny potomku lwów, możesz bez obaw zrobić, co do ciebie należy - uczennica bez trudu wpasowała się w styl wypowiedzi stworzenia, które ukłoniwszy się jeszcze niczym Kot w Butach ze "Shreck'a" również opuściło salę.



                                                  c. d. n.