środa, 29 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 13

 Żacy usiedli grzecznie w ławkach. Wykładowca uniósł ręce i na ten znak popłynęła fascynująca... nie, przepraszam, "fascynująca" to nie jest dobre słowo - po prostu melodia, od której uszy... puchły. Wzburzony nauczyciel gwałtownie poruszył się i opuścił ręce
 Hałas ucichł.
 Nie do końca. Z wnętrza szafy dobiegało dziwne, modulowane buczenie czy też zawodzenie, które Leonowi skojarzyło się z sygnałem karetki pogotowia, a Pchełce z rogiem myśliwskim. Zdaniem Józi natomiast dźwięk brzmiał tak, jakby beztalencie muzyczne dorwało się wreszcie do czegoś, z czego potrafi wydobyć głos i zasłuchane, grało, grało i zamierzało grać tak aż do końca świata (zaś ten nie mógł nadejść wcześniej niż po pięciuset latach od momentu w czasoprzestrzeni, w którym się chwilowo znajdowali).
 Wniosek był jeden: Ronaldinho znalazł stary i zapewne popsuty róg myśliwski. Tym szóstoklasistom, którzy nagle uświadomili sobie ów fakt, z wrażenia ścierpła skóra. W każdej chwili szacowny nauczyciel mógł odkryć w sali ponad dwudziestu przybyszy z przyszłości. Sytuacja stawała się groźna...



                                                                     c. d. n.

sobota, 18 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 12

 Ich rozterki przerwał chrobot przekręcania klucza w zamku. Błyskawicznie poznajdywali sobie rozmaite kryjówki - i dobrze, bo ktoś właśnie uporał się z lekko zaciętym mechanizmem. Do sali wkroczyło kilkunastu żaków, na czele z Antkiem i kolejnym profesorem.
 Niektórzy nieśli tamburyna, inni lutnie, flety lub gęśliki.
 - Będą mieli muzykę - szepnął Radek.
 - Brawo, geniuszu - odszepnęła Józia z kpiącym uśmieszkiem.




                                                      c. d. n.

sobota, 11 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 11

 Wygląd izby nie wskazywał, jaka lekcja miała się w niej odbyć. Prawdopodobnie była to klasa wielofunkcyjna, wielkością (ale nie przeznaczeniem) przypominająca salę gimnastyczną. Witraże w oknach (umieszczonych po wschodniej stronie "komnaty") przedstawiały motywy kwiatowe i geometryczne. Katedra, jak należy ustawiona na podwyższeniu została wykonana z drewna sosnowego. Stał na niej ogromny kałamarz z okazałym gęsim piórem. Na jednej ze ścian wisiała harfa.
 Cóż mieli robić pozostawieni w przestronnym, pełnym zakątków pomieszczeniu szóstoklasiści? 
Ela weszła na masywną (czyżby gdańską? - nie, gdańskie zaistniały w nieco późniejszych czasach) szafę. Leon wolał (z uwagi na wzrost podobny Napoleonowi) schować się za meblem. Wraz z nim zmieściła się tam jeszcze drobniutka, ruchliwa Zosia. Nonia ukryła się między pomarańczowymi płótnami, gdzie jako osóbka o rudych włosach była praktycznie niewidoczna. Ronaldinho wybrał kryjówkę ryzykowną, mianowicie wpełzł pod nauczycielskie biurko. Ola miała ochotę przymierzyć profesorską togę, co jednak zostało jej skutecznie wyperswadowane przez życzliwe przyjaciółki. Przeważył argument, że nie byłoby jej do twarzy w ciemnych barwach. Monteskiusz i Diogenes przyglądali się uważnie wielkiemu regałowi z książkami.
 Reszta chwilowo stała zdezorientowana na samym środku sali.
Witraże w oknach przedstawiały motywy kwiatowe i geometryczne...




                                                           c. d. n.

piątek, 10 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 10

 - Co robimy? - zapytał podejrzliwie jeden z chłopców, dotąd nierobiący zbytniego zamieszania, a posiadający przezwisko "Ronaldinho" ze względu na osobliwe zamiłowanie do piłki nożnej.
 - Najrozsądniej będzie się schować, tak jak radził ten żak - odparł po namyśle przyjaciel Monteskiusza, z uwagi na stoickie podejście do życia i dobre wyniki w nauce nazywany Diogenesem (nie mylić z Dionizosem!).
 - Słusznie prawisz, młody panie o twarzy tragicznie bladej... - dobiegło gdzieś z poziomu kolan przeciętnego trzynastolatka.
 - Bladej, owszem. Od ślęczenia nad książkami i komputerem - mruknęła zgryźliwie Ela. Jej koledzy natomiast podejrzliwie spuścili wzrok.
 Jedyną żywą istotą, jaką ujrzeli, był... Kasper.
 - Uszczypnijcie mnie - poprosił Leon, najwyraźniej pragnąc tradycyjną metodą przekonać się, czy nie śpi. - Au! Nie tak mocno! - jęknął, gdy jego życzenie zostało spełnione przez Olę.
 - Alboliż to gadające zwierze takimi dziwami słyną być nazywane? - kwieciście zapytał kot. - Antonius łaskaw był zostawić klucz w zdobnym zamku, ergo muszę ja umykać z owej komnaty aby umieścić rem w miejscu przeznaczenia...
 - Ale hardcore... - westchnął Radek.
 - Nie pojmuję mowy twej, zanadto specyficznej, drogi młodzieńcze.
 - Obawiam się, że vice versa - zauważyła spostrzegawczo Ela. - Tymczasem, zacny potomku lwów, możesz bez obaw zrobić, co do ciebie należy - uczennica bez trudu wpasowała się w styl wypowiedzi stworzenia, które ukłoniwszy się jeszcze niczym Kot w Butach ze "Shreck'a" również opuściło salę.



                                                  c. d. n.

poniedziałek, 6 lutego 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 9

 Po chwili ociągania grupka uczniów podążyła za kotem o inteligentnym spojrzeniu. Kasper wyglądał, jakby wszystko rozumiał... przepraszam, rozu....miau. 
Szli szerokim korytarzem o sklepieniu krzyżowym. Mijali po drodze różne drzwi. Ale jakie to były drzwi! Raczej wrota. Ciężkie, rzeźbione drewniane wrota. 
Po kilku minutach średnio szybkiego marszu dotarli pod salę, której odrzwia były otoczone płaskorzeźbami w kształcie książek i liści.
Antek już na nich czekał.
 - Szybko, wchodźcie, zanim zejdzie się reszta. Zaraz by zaczęli wydziwiać, aż profesorowie domyśliliby się, że coś idzie nie po ich myśli i, przede wszystkim, bez ich wiedzy - oznajmił żak, otwierając drzwi dość dużym i dekoracyjnie wyglądającym kluczem. Szóstoklasiści widzieli takie klucze w krakowskim Muzeum Narodowym.
 - Skąd masz klucz? - zapytała podejrzliwie Pchełka.
 - To zasługa Kaspra - Antek, jakby dla podkreślenia swoich słów wskazał ręką kota. - Jest niezastąpiony, gdy chodzi o podobne rzeczy.
 - Twój zwierzak ma rozum - Pchełka pokiwała głową z uznaniem, a chłopiec rzucił jej oburzone spojrzenie.
 - Nie mów tak! Obraziłby się. To nie jest mój kot. Koty należą wyłącznie do siebie, nie można im nic rozkazać, tylko poprosić. I tak zrobią to, na co będą miały ochotę - żak w tym samym czasie dokończył myśl i otwieranie drzwi. - Wy się ukryjecie, a Kasper w tym czasie odniesie klucz.
 - Niby gdzie się ukryjemy? - zirytował się Innocenty, gdy wszyscy weszli do środka. W rzeczy samej, sala wykładowa stwarzała wiele możliwości schowania się, ale... dla osoby o normalnych gabarytach. Antek z dezaprobatą spojrzał na ładne kilka kilogramów nadwagi krakowskiego szóstoklasisty.
 - Cóż... jakoś sobie poradzicie. Powinienem się pojawić wraz z innymi żakami. A teraz niestety muszę was tu zamknąć i zostawić samych.
 Co mówiąc, wykonał.

                           c. d. n.