wtorek, 18 grudnia 2012

"Szalone perypetie" cz. 39

  - Ja? Dociekliwy? Kobieto, o czym ty mówisz?! - Monteskiusz uniósł brwi, symulując zaskoczenie.
  - Ty, dociekliwy - potwierdziła spokojnie Ela, przyglądając mu się badawczo. - Człowieku, kto jak kto, ale ja umiem rozpoznać kiedy ktoś próbuje się czegoś dowiedzieć, ale nie chce, żeby inni zorientowali się o co tak naprawdę chodzi! Rozmawiasz z pasjonatką erystyki*!
  Chłopiec zignorował trudne słowo, użyte przez koleżankę i przeszedł do konkretów.
  - No, dobrze, niech ci będzie... Albert się uparł.
  - Ach, Albert - jęknęła Ela. - A już się wydawało, że wyszedł na ludzi... wyjątkowo nikogo nie próbował zamordować, zniszczyć mienia, doprowadzić do szaleństwa... a tu nagle wpuszcza cię w jakieś bezsensowne śledztwa. Ale o co mu właściwie chodzi?!
  - Nie domyślasz się czy udajesz?
  - Ja nie mogę, tylko mi jeszcze na liście adoratorów zwariowanego chłopczyka pretendującego do miana chuligana...
  - Jakbyś nie mogła sobie znaleźć kogoś normalnego...
  - Ale to nie ja ich znajduję, tylko oni mnie! - oburzyła się Ela.


*Erystyka - sztuka prowadzenia sporów.

                                                                    c. d. n.