sobota, 16 czerwca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 21

 - A kiedy będzie ta porcja chleba i wody? - zapytał Innocenty żałosnym głosem.
 - Co ci tak na tej porcji zależy? Niedowaga raczej ci nie grozi - wtrąciła Magdalena trochę złośliwie.
 - Ależ słusznie że mu zależy! Właśnie on odgadł co teraz! - Antek zerknął porozumiewawczo na Elę.

 Tak więc po lekcji muzyki żacy (jak zwykle) mieli przerwę na obiad. Pożywienie nie było tak spartańskie, jak początkowo Antek straszył Innocentego (zwanego pieszczotliwie Inkiem). Nasi szóstoklasiści z pomocą kota Kaspra przemknęli do tej izdebki, do której uczynny żak przyprowadził ich zaraz po tym, jak znaleźli się w epoce, w której Europejczycy nie znali jeszcze Ameryki.
 - Kumy me, poczekacie zaś tu cierpliwie?
 - Poczekamy - odparła Ela. Antek wyszedł.
 - Dlaczego to zawsze ty z nim rozmawiasz? Oczywiście nie licząc pytań Innocentego, który pada z głodu? -zainteresowała się nagle Lala.
 - Czy ja wiem? Może wy się go po prostu boicie?
 - Wcale nie! - warknął Leon, urażony.
 - Oczywiście, wy, chłopcy naszych czasów niczego się nie boicie - rzuciła Ela ironicznie. Lala jednak nie ustępowała w swoich dociekaniach:
 - Chodzi mi też o to, że nie rozmawiasz z nim jak z niemal obcym człowiekiem. Rozmawiasz z nim jak z dobrym znajomym, jeśli nie więcej niż znajomym - szóstoklasistka umilkła, najwyraźniej czekając na odpowiedź koleżanki.
 - Jaki piękny obraz... - nagle zachwyciła się Ela malowidłem na ścianie.



                                                                       c. d. n.