środa, 20 czerwca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 22

 - Paskudny. Elka, ogarnij się i nie zmieniaj tematu.
 - Nie rozumiem cię.
 - Nie udawaj idiotki.
 - Naprawdę, nie rozumiem cię. Jak może ci się nie podobać takie wspaniałe dzieło sztuki?!
 - Nie rozmawiamy o obrazie...
 - To porozmawiajmy... Spójrz tylko na tą misterną grę cieni, na te precyzyjnie wymalowane detale, doceń maestrię twórcy! - Wyglądało na to, że Ela wczuła się w rolę krytyka sztuki i już nie da się tak łatwo wybić z rytmu. Jej przemowę przerwało dopiero wejście Antka. Niósł w rękach tacę. Inek popatrzył na niego z nadzieją tak wyraźnie malującą się na twarzy, że Ola omal nie wybuchła śmiechem.


                                                                   c. d. n.

sobota, 16 czerwca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 21

 - A kiedy będzie ta porcja chleba i wody? - zapytał Innocenty żałosnym głosem.
 - Co ci tak na tej porcji zależy? Niedowaga raczej ci nie grozi - wtrąciła Magdalena trochę złośliwie.
 - Ależ słusznie że mu zależy! Właśnie on odgadł co teraz! - Antek zerknął porozumiewawczo na Elę.

 Tak więc po lekcji muzyki żacy (jak zwykle) mieli przerwę na obiad. Pożywienie nie było tak spartańskie, jak początkowo Antek straszył Innocentego (zwanego pieszczotliwie Inkiem). Nasi szóstoklasiści z pomocą kota Kaspra przemknęli do tej izdebki, do której uczynny żak przyprowadził ich zaraz po tym, jak znaleźli się w epoce, w której Europejczycy nie znali jeszcze Ameryki.
 - Kumy me, poczekacie zaś tu cierpliwie?
 - Poczekamy - odparła Ela. Antek wyszedł.
 - Dlaczego to zawsze ty z nim rozmawiasz? Oczywiście nie licząc pytań Innocentego, który pada z głodu? -zainteresowała się nagle Lala.
 - Czy ja wiem? Może wy się go po prostu boicie?
 - Wcale nie! - warknął Leon, urażony.
 - Oczywiście, wy, chłopcy naszych czasów niczego się nie boicie - rzuciła Ela ironicznie. Lala jednak nie ustępowała w swoich dociekaniach:
 - Chodzi mi też o to, że nie rozmawiasz z nim jak z niemal obcym człowiekiem. Rozmawiasz z nim jak z dobrym znajomym, jeśli nie więcej niż znajomym - szóstoklasistka umilkła, najwyraźniej czekając na odpowiedź koleżanki.
 - Jaki piękny obraz... - nagle zachwyciła się Ela malowidłem na ścianie.



                                                                       c. d. n.

czwartek, 14 czerwca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 20

 Ostatni żak wyszedł z izby. Tak przynajmniej sądził dostojny profesor.
 W rzeczywistości w komnacie był jeszcze Antek i ponad dwudziestu szóstoklasistów, poukrywanych w najdziwniejszych miejscach.
 - Możecie azaliż wychodzić. Mości profesor jest już daleko - poinformował żak. Po tym zapewnieniu uczniowie zaczęli powoli i ostrożnie opuszczać swoje kryjówki.
 - Co teraz? - Ela uśmiechnęła się do jasnowłosego żaka.
 - A jak suponujecie? - zapytał ten.
 - What? - mruknął Radek pod nosem.
 - Czyli "jak przypuszczacie" - przetłumaczył mu Leon, najwyraźniej dumny ze swojej znajomości staropolszczyzny.


                                                               c. d. n.

wtorek, 12 czerwca 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 19

 Tymczasem po chwilowym rozstrzygnięciu sprawy dziury ozonowej Monteskiusz postanowił dokończyć wreszcie czytanie twórczości Eli.
"Szukając go, otworzyłem odruchowo drewnianą, złotem inkrustowaną szkatułkę... w tym momencie zdało mi się, iż słyszę za plecami upiorny chichot..."
 - Czyżby nasza ekscentryczna koleżanka postanowiła naśladować Stephen'a King'a? - zapytał ironicznie Diogenes. Jego przyjaciel puścił tą uwagę mimo uszu i dalej zapoznawał go z nowelką.
 " "Wiem, że już po mnie, za dwa dnie stanie się ze mną to samo co z nimi. Chcę tylko przekazać, iż szkatułkę włożyłem do większego drewnianego pudła, na którym kładę ten rękopis. Rozumiem, że dosięgła mnie zasłużona kara..." - pod koniec tekst robił się coraz trudniejszy do odczytania, jakby istotnie pisał go ktoś ciężko chory. Krysia jednak nie przejęła się tym specjalnie... aż do momentu gdy znów zerknęła wgłąb pudła. Następnym znajdującym się w nim przedmiotem było drewniane pudełko. Dziewczynka dostała dreszczy, zdając sobie sprawę, że może właśnie w nim zamknięto straszną szkatułkę. Ostrożnie zajrzała do środka. Tak, znajdowała się tam inkrustowana złotem niewielka skrzyneczka... nie dotknęła jej jednak i wyłącznie dzięki temu przeżyła"
 - Koniec - oznajmił chłopiec, składając kartkę i chowając ją z powrotem do kieszeni.
 - Niezłe. Typowy horror. Są zjawiska paranormalne, straszne wydarzenia, ale bez wytłumaczenia - pokiwał głową Diogenes.
 - Mniej więcej to samo powiedziałem Eli.
 - I co ona na to?
 - Pamiętam dokładnie, zacytuję ci: "No wiesz, właśnie o to chodzi w zjawiskach paranormalnych. Gdyby można je było wyjaśnić, to nie byłyby paranormalne tylko zupełnie zwyczajne". Trudno jej odmówić racji, nie uważasz?
 - Niby tak, ale wydarzenia z opowiadania da się racjonalnie wytłumaczyć.
 - Ciekawe jak?
 - No, na przykład jakieś bakterie zamknięte w skrzyneczce...
 Zanim chłopcy zdążyli znów pogrążyć się całkowicie w naukowych rozważaniach, żacy zakończyli lekcję. Teraz szóstoklasiści musieli tylko poczekać aż ich średniowieczni znajomi wyjdą z sali i próbować również ją opuścić (bez zwracania na siebie jakiejkolwiek uwagi).



                                                                       c. d. n.