piątek, 31 stycznia 2014

"Szalone perypetie" cz. 62

 Informacja do dziwnego portiera została zredagowana we względnej zgodzie (szóstoklasiści byli już zbyt zmęczeni, by się kłócić). Zostawili ją tak, by na pewno została zauważona - na kubku, pełnym ciepłej jeszcze tajemniczej substancji, zapachem przypominającej kawę, a wyglądem - herbatę.
Źródło obrazka: http://themountainlaurel.tumblr.com/post/74753518296/sincerely-kinsey
  Następnie podeszli do drzwi.
 - Zaraz - Leon zastanowił się. - Te drzwi były zamknięte na klucz.
 - Mam zapasowy.
 - Dorobiłeś? - zdziwiła się Ela.
 - Dostałem.
 - Od Charonowskiego? - domyślił się Radek.
 - Tak.
 Bez dalszych zbędnych dyskusji wyszli na korytarz.

piątek, 24 stycznia 2014

"Szalone perypetie" cz. 61

 - Właśnie mówię, że nie wiem - odparła dziewczyna z typowym dla siebie stoickim spokojem. Ironię, zawartą w jej słowach zdradzały tylko śmiejące się oczy i kąciki warg, nad którymi (Radek dopiero teraz to zauważył) z trudem panowała.
 - Myślisz o ucieczce systemem wentylacji? - nie mógł uwierzyć Leon. - Zwariowałaś?
 - Mam taką sprawdzoną metodę na marudy. Wpadł ktoś na lepszy pomysł?
 Odpowiedziała jej cisza, zakłócana jedynie szumem powietrza, tłoczonego do podziemi. Dopiero po chwili rozpoczęła się lawina propozycji, wysuwanych kolejno przez Darię, Leona i Radka:
 - Poczekać na Charona i robić co każe?
 - Poczekać na niego, ogłuszyć i uciec?
 - Postawić ultimatum?
 - Jakie ultimatum?! To nie mi odbiło. Nie mamy żadnej broni, czym go ogłuszymy? Już chyba z tego wszystkiego najlepszy jest pomysł Darii. Ale nie wiem, czemu nie mielibyśmy spróbować z kanałami. Co ryzykujemy?
 - Życie - odparł grobowo Leon.
 - Jest to jakiś argument... - córka wynalazcy jakby się poddała.
 - Co nam szkodzi poczekać? - zgodził się Radek.
 Nastroje na moment uspokoiły się.
 - Poza tym - dorzuciła Ela - chyba nie zostawimy Cerbera tak bez pożegnania.
 - Zdążyłaś już przywiązać się do tego dobermana? - przyjaciele zdziwili się zbiorowo.
 - Za łatwo się przywiązuję - odparła filozoficznie.
 W tym momencie drzwi otwarły się bezszelestnie.
 Do stróżówki wkroczył... Antek, już stary znajomy szóstoklasistów.
 - Kogo jak kogo, ale ciebie to się tutaj nie spodziewałam - stwierdziła Elka po chwilowym szoku.
 - A niesłusznie - odparł żak.
 - Wzięło was oboje na tajemniczość - przyczepiła się Daria.
 - Bywam tu dość często. Dwa korytarze stąd znajduje się archiwum. Czasem je przeglądam, pomaga to Fulgencjuszowi w jego badaniach. Znam pana Charonowskiego. Nie uczyni wam nic złego, w wypadku najgorszym przez pół dnia będzie próbował zanudzić was na śmierć.
 Ela, której brutalnie odebrano rolę osoby wiedzącej najwięcej, a przy tym tajemniczej, miała zbyt dużo pytań, by je zadać. Wyręczył ją Radek.
 - Pomożesz nam się stąd wydostać?
 - Ma się rozumieć. Lecz wpierw napiszmy notatkę do waćpana Charonowskiego, by mu to zakomunikwoać. Potem zaś skierujmy się do archiwum. Nie spieszycie się ponad miarę?



c. d. n.

niedziela, 12 stycznia 2014

"Szalone perypetie" cz. 60

 Popatrzyli po sobie z niepokojem. Pan Charonowski zauważył to.
 - No, rozgośćta się, a ja tu zaraz wrócę.  Towarzystwa brak, nudno tu tak, potem porozmawiamy.
  Otworzył (metalowe! bez szans na wyłamanie) drzwi, wyszedł (zabierając ze sobą psa), zamknął je, a po chwili dało się słyszeć dźwięk dwukrotnego przekręcania klucza w zamku.
 - Prawie hip hop - stwierdził Radek, po czym w duecie z Elą zarapował:
 Towarzystwa brak,
nudno tak,
Zgubił mi się takt,
Jak stąd wyjść,
Jak, no jak?!
 Daria spontanicznie zaczęła bić brawo.
 - Odbija wam - mruknął pod nosem Leon.
 Jego wzrok był utkwiony w jakiejś małej, różowawej karteczce.
 Ela, zaciekawiona, zajrzała mu przez ramię. Dopóki nie zorientował się, że jest przez nią szpiegowany i nie schował nerwowo karteluszka do kieszeni, zdążyła odczytać takie oto dwa wersy:
Wczoraj nie wiedziałam o Tobie nic,
Dziś nie potrafię bez Ciebie żyć
Wczoraj nic o Tobie nie wiedziałam
Dziś jesteś dla mnie światem całym
 Leon nerwowo położył palec na ustach, a koleżanka zrobiła minę wcielenia niewinności. Nie potrafiła się jednak powstrzymać od szepnięcia mu na ucho:
 - Widzę, że masz dla kogo stąd uciekać - po czym, już normalnym głosem, kontynuowała - na pewno nie możemy tu zostać. Nie będziemy przecież jak roboty do towarzystwa...
 - To oczywiste - zgodził się Radek. - Masz jakiś pomysł?
 - I tu właśnie tkwi problem. Nie wyważymy tych drzwi, to widać już na pierwszy rzut oka. Są metalowe i osadzone w kamieniu... w litej skale. To wszystko jest wyryte w litej skale, co prawda niezbyt twardej, bo Wawel leży na wapieniu...
 - Więc co robimy? - Daria czekała na propozycje.
 - Nie wiem, myślę. Usiądźmy na razie.
 Usadowili się na wersalce w stylu lat sześćdziesiątych, pokrytej beżową narzutą. Ela ukryła twarz w dłoniach, żeby nic jej nie rozpraszało.
 Na chwilę zapadła cisza, rozpraszana jedynie monotonnym szumem... czym? szumem? monotonnym?
Ela wstała tak nagle, że jej przyjaciele aż podskoczyli.
 - Eureka! - krzyknęła. I zadowolona z osiągniętego efektu dramatycznego, kontynuowała - Zastanawialiście się, dlaczego jeszcze się nie udusiliśmy?
 - Jeszcze? - przestraszyła się Daria.
 - Udusilibyśmy się, gdyby nie system wentylacji - wyjaśniła Ela. - Nie wiem co prawda, czy kanały są wystarczająco szerokie dla nas... - z powątpiewaniem otaksowała spojrzeniem Radka.
 - No wiesz co! - oburzył się chłopak.



c. d. n.