wtorek, 16 lipca 2013

"Szalone perypetie" cz. 52

 - To jakie smaki bierzemy? - zastanawiała się Ela.
 - Niech każdy weźmie inne, żebyśmy mogli spróbować wszystkich - zasugerowała Daria.
 - Wiecie jakie to niehigieniczne? - sprzeciwił się Leon.
 - Wiemy - odparła Ela, która lubiła odpowiadać na pytania, nawet retoryczne.
 - Weźcie, jakie chcecie, ja stawiam - Radek pańskim gestem wyciągnął portfel.
 - Nie, no co ty... - zaprotestował ktoś.
Po chwili sytuacja została opanowana, smaki wybrane. Ponieważ lodziarnia, do której poszli, znajdowała się na ulicy Grodzkiej, żeby wybrać się na skałki, musieli wrócić pod Wawel. Po kolejnej krótkiej wymianie zdań tak też zrobili.
 - Kto wejdzie najwyżej?! - Radek rzucił wyzwanie.
 Dziewczyny spojrzały na niego z góry (Daria dosłownej, Ela tylko w przenośni). Wszyscy skończyli już jeść lody, więc po kilkunastu sekundach czwórka nastolatków wdrapywała się po kamiennej ścianie. Daria, należąca do klubu gimnastycznego, a do tego najwyższa w całym towarzystwie, dość szybko zyskała przewagę. Druga była Ela, od lat wspinająca się na wszelkie dostępne jej wysokie przeszkody, z ogrodzeniem szkoły włącznie. Nieco niżej mozolnie pięli się chłopcy, wyprzedzając się na zmianę, ale i pomagając podpowiedziami w rodzaju "tu postaw stopę trochę bardziej z prawej, a tam możesz chwycić się kamienia, mocno tkwi w ziemi". Przynajmniej w tej małej grupce rywalizacja nie wzięła góry nad zwykłą, ludzką solidarnością.



c. d. n.