środa, 24 lipca 2013

"Szalone perypetie" cz. 53

 Byli już prawie na samym szczycie. Ale... Leonowi coś zaczęło nie pasować.
 - Gdzie Daria?
 - Przede mną... a nie... nie ma jej! A przed sekundą, sekundą! Była metr przede mną! Daria! Daria! Wariatko, gdzie jesteś? No, widziałam ją przecież! Nie mogła zniknąć, ludzie nie rozpływają się ot, tak, po prostu, w powietrzu! No, chyba, że akurat wybucha bomba atomowa, ale tego nie liczę.
 - Ela, daruj sobie te analizy! - krzyknął Radek z dołu.
 - I posuń się, zobaczymy, czy nie chowa się tam gdzieś za kamieniem - dorzucił Leon.
 - Może ty byś się zmieścił, ale ona raczej nie - zaprotestowała Ela, niechcący popełniając drobny nietakt, na co szczęśliwie nikt nie zwrócił uwagi.
 Zaczęło się zamieszanie. Radek uparł się, że wejdzie na pobliskie drzewo i z wysokości rozejrzy się za zaginioną koleżanką. Leon oglądał okolice krzaków i skał, jakby sądził, że Daria mogła skryć się między liśćmi albo wapieniami. Ela próbowała dzwonić.
 Wszystko bez skutku.
 - Ja jej nie widzę! - zawołał Radek.
 - Nie odbiera - jęknęła Ela.
 - Zniknęła - westchnął Leon.
 - Może chodźcie tu, z wysoka lepiej widać...
 Po chwili Ela wraz z Radkiem siedziała na drzewie. Jeszcze raz zadzwoniła, mając nadzieję, że im wyżej, tym lepszy zasięg. Niestety, wciąż bez rezultatu.
 - Też jej nie widzę.
  Zeszli na ziemię.
 - Widzisz gdzieś Leona? - zapytał Radek, rozglądając się dookoła.
 - Nie, a... - Ela nie zdążyła dokończyć. Mówiąc, szła trochę w górę, w stronę jednej z największych skał. Wtem jej noga natrafiła na pustkę (ściśle biorąc, na dziurę zamaskowaną liśćmi).
Stało się to na oczach jej kolegi, który bez ceregieli podążył za nią. Może z ciekawości, a może dlatego, że wagary tylko w towarzystwie są ciekawe. Możliwe też, że jednak nie chciał zostawiać przyjaciół w potrzebie.


c. d. n.

wtorek, 16 lipca 2013

"Szalone perypetie" cz. 52

 - To jakie smaki bierzemy? - zastanawiała się Ela.
 - Niech każdy weźmie inne, żebyśmy mogli spróbować wszystkich - zasugerowała Daria.
 - Wiecie jakie to niehigieniczne? - sprzeciwił się Leon.
 - Wiemy - odparła Ela, która lubiła odpowiadać na pytania, nawet retoryczne.
 - Weźcie, jakie chcecie, ja stawiam - Radek pańskim gestem wyciągnął portfel.
 - Nie, no co ty... - zaprotestował ktoś.
Po chwili sytuacja została opanowana, smaki wybrane. Ponieważ lodziarnia, do której poszli, znajdowała się na ulicy Grodzkiej, żeby wybrać się na skałki, musieli wrócić pod Wawel. Po kolejnej krótkiej wymianie zdań tak też zrobili.
 - Kto wejdzie najwyżej?! - Radek rzucił wyzwanie.
 Dziewczyny spojrzały na niego z góry (Daria dosłownej, Ela tylko w przenośni). Wszyscy skończyli już jeść lody, więc po kilkunastu sekundach czwórka nastolatków wdrapywała się po kamiennej ścianie. Daria, należąca do klubu gimnastycznego, a do tego najwyższa w całym towarzystwie, dość szybko zyskała przewagę. Druga była Ela, od lat wspinająca się na wszelkie dostępne jej wysokie przeszkody, z ogrodzeniem szkoły włącznie. Nieco niżej mozolnie pięli się chłopcy, wyprzedzając się na zmianę, ale i pomagając podpowiedziami w rodzaju "tu postaw stopę trochę bardziej z prawej, a tam możesz chwycić się kamienia, mocno tkwi w ziemi". Przynajmniej w tej małej grupce rywalizacja nie wzięła góry nad zwykłą, ludzką solidarnością.



c. d. n.

środa, 10 lipca 2013

"Szalone perypetie" cz. 51

 Szła zdecydowanym krokiem. Nagle zorientowała się, że nie jest sama. Odwróciła się.
 - Siemaneczko - uśmiechnęła się Daria.
 - Witam - równocześnie powiedział przyjaźnie Radek.
 - Hejka - rzucił niedbale Leon.
 - No cześć... - przywitała się Ela, próbując powstrzymać tak zwany opad szczęki. Więc nie było tak źle, ktoś postanowił jej towarzyszyć.
 - Dokąd chcesz nas poprowadzić? - zaindagował Radek.
 - A naprawdę chcecie iść ze mną? - nie dowierzała koleżanka.
 - No pewnie, ostatnio zafundowałaś nam odjazdową podróż, nie przegapię kolejnej takiej okazji.
 - Dajcie spokój, możliwości techniczne chwilowo tak jakby straciłam...
 - Ale gdzieś się wybierałaś - zauważył Leon spostrzegawczo.
 - No tak... myślałam o tych skałach przy grocie Smoka Wawelskiego.
 - A tak przy okazji, nie licz, że w gimnazjum się nas pozbędziesz. Przejrzeliśmy cię - oznajmił Leon tonem faceta w czerni albo detektywa, nadrabiającego kompleksy aktorskim talentem.
 - Jakim cudem?! Nikomu, nikomu z klasy nie mówiłam, do której szkoły się wybieram! - Ela była coraz bardziej narażona na to, że zdziwiona mina się jej utrwali i zostanie na zawsze.
 - A wyczyściłaś historię przeglądania w komórce, zanim byłaś łaskawa pożyczyć ją Radkowi tydzień temu, w kawiarni?
 - No nie... - Elka poddała się. - Okej, mam pomysł. Zacznijmy od pójścia na lody. To dla mnie za dużo na raz.


c. d. n.

czwartek, 4 lipca 2013

"Szalone perypetie" cz. 50

 - Co się z tobą, dziewczyno, działo? - zapytał Monteskiusz z niesmakiem.
 - A, nic takiego - zagadnięta Ela machnęła ręką, jakby chcąc ująć ważności swojej wypowiedzi. - Pracowałam z tatą nad naszym transporterem czasoprzestrzennym. Nasza wyprawa dała trochę nowych danych, które trzeba było przeanalizować.
 - Ty jesteś dziwna - mruknęła Daria. - Zajmujesz się jakimiś badaniami, nauką, zamiast korzystać z życia...
 - Właśnie korzystam, Nie tracę czasu na telenowele i inne głupoty, tylko próbuję coś osiągnąć. Coś trwałego.
 Kłótnia nie miała szans się rozwinąć, bo nauczyciele kazali ustawić się w dwuszeregu. Jak zwykle wyszło raczej kiepsko, niektóre "pary" liczyły po trzy osoby, inne po cztery, a jeszcze inne - po jednej. W każdym razie nie było możliwości kontynuowania sporu.
 - Dobrze, są wszyscy. Wsiadajcie do autokaru - zarządziła dyrektorka, która także wybierała się na wycieczkę.
 Rozpoczęło się szukanie miejsc.
 - Zajęte - usłyszała Ela, przechodząc koło foteli z tyłu.
 - Zajęte.
 - Zajęte.
 - Zajęte, zajęte, zajęte! Co to jest, kibel? - krzyknęła w końcu i usiadła z przodu, za nauczycielami. Włożyła do uszu słuchawki i otworzyła książkę "Zmory w życiu publicznym. 50 typów, które mogą doprowadzić cię do obłędu". "W mojej klasie znalazłoby się jeszcze ze dwadzieścia. Nikt z nich nie chce mojego towarzystwa, dopóki nie jestem im do czegoś potrzebna. Na przykład do odpisania zadania" - pomyślała. Jeszcze nie powiedziała znajomym ze szkoły, że idzie do gimnazjum, do którego nie wybiera się nikt z klasy. W tym momencie miała wrażenie, że z jakiegoś powodu w klasie nie znalazła bliskich przyjaciół, miała ich w innych środowiskach. I choć wiedziała, że szkoła to miejsce, gdzie powinno się przede wszystkim uczyć, to teraz zbierało jej się na płacz. Niby bez powodu... a jednak czasem taki drobiazg potrafi zranić. Miała ochotę znów urządzić wyprawę w przeszłość, ale tym razem, na wszelki wypadek, jej tata to uniemożliwił.
  Złapała się na tym, że jej wzrok przelatuje po literach, ale nie czyta. Po prostu się zadręczała.
  Szczęśliwie, dojeżdżali już do zamku.
  Wysiedli z autokaru. Znów uformowali coś nieco przypominającego dwuszereg. A potem... większość klasy skierowała się na Wzgórze, a Ela nad Wisłę, konkretnie - na Bulwary Wiślane.


c. d. n.