środa, 19 czerwca 2013

"Szalone perypetie" cz. 48

  Mrugali oczami, próbując przyzwyczaić się do światła dziennego, sączącego się leniwie przez półprzezroczysty sufit sali gimnastycznej.
  - ... maksymalnie możecie uzyskać 40 punktów. Zaczynajcie - monotonny głos egzaminatorki wyrwał podróżników czasoprzestrzennych z zamyślenia.

***
 - Łatwy był ten test - zauważył Sławek.
 - No, banalny - zgodził się Inek. - A propos, zjadłbym sobie lody bananowe.
 - Idziemy do kawiarni - zadysponował Leon. - Wiedziałem, że sprawdzian będzie bardzo prosty. Będę miał czterdzieści punktów, mówię wam!
 - No, zobaczymy - Daria spróbowała zgasić jego entuzjazm. Na próżno.
  Całą klasą poszli do cukierni "Dąbek", znajdującej się niedaleko ich szkoły. Inek (jak powiedziała Ela - q. e. d. - Quod erat demonstrandum - co było do udowodnienia) zamówił sobie cały torcik z bitą śmietaną. Dla Diogenesa, zanim zdążył zaprotestować, koledzy zamówili kawę "żeby mniej filozofował i trochę się ożywił". Leon kupił sobie dwie napoleonki. Ela ograniczyła się do filiżanki gorącej czekolady, a Lala i Daria - do dietetycznego napoju. Ronaldinho wybrał energetyczne ciasteczka - tego dnia wybierał się jeszcze na trening. Atmosfera rozluźniała się, napięcie związane z podróżą i egzaminem opadało.
  - Boję się wracać do domu - westchnęła Ela ni z gruszki ni z pietruszki.
  - Spoko, obronimy cię przed szlabanem - uspokoił ją Radek.


c. d. n.