środa, 9 maja 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 17

 - Gdzie to ja byłem? - zastanowił się Monteskiusz.
 - Przy duchach i upiorach - podpowiedział mu Diogenes.
 - A, rzeczywiście. Co tam było dalej? - mówił chłopiec, wodząc wzrokiem po linijkach niezbyt starannie zapisanego tekstu. - O, już mam - oznajmił z zadowoleniem i podjął czytanie:
"Nabierałem przeświadczenia, że to przeze mnie, przez moje niechlujstwo, niedopilnowanie skrzynki, tej przeklętej skrzynki, owych ludzi już tu nie ma... że ich duchy będą się na mnie mścić. Tej jesieni dostałem przeziębienia, zwyczajnego i w rzeczy samej niegroźnego. W jego rezultacie zachowywałem się czasem niezbyt logicznie. Zdenerwowało mnie, że nie mogę nic znaleźć, także kołpaka skórzanego, futrem podszytego, dumy mojej..."
 - Jakiego znowu kołpaka?! Czy Elka i ta jej kuzynka mają źle w głowie...? Kołpaki są z metalu albo z plastiku, na pewno nie są podszyte futrem, na pewno nie używano ich w średniowieczu, bo wtedy jeszcze nie było samochodów... - mówił Diogenes, po początkowym wzburzeniu tonem naukowym i analitycznym, cichym głosem, jak to miał w zwyczaju i jak nakazywał rozsądek (wciąż siedzieli w szafie; Monteskiusz oświetlał sobie kartkę małą latarką na diody).
 - Mowa tu o staropolskim nakryciu głowy - odparł przyjaciel zwięźle i nieco wyniośle.




                                                                        c. d. n.