środa, 2 maja 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 16

 Po chwilowym osłupieniu Monteskiusz postanowił kontynuować czytanie na głos:
"Bałem się jej dotykać, więc za pomocą drąga drewnianego opuściłem wieko tego przerażającego przedmiotu. Następnie końcem tegoż samego drąga przesunąłem szkatułkę w kąt pokoju. Prawie o niej zapomniałem, jednak znów dała o sobie znać, gdy mą chałupę napadli rozbójnicy. Zaklinałem się, przysięgałem na wszystkie świętości, że nie mam tu nic cennego. Nie uwierzyli. Przetrząsnęli całe domostwo wzdłuż i wszerz aż w końcu dotarli do miejsca ukrycia skrzyneczki. Błagałem ich, by jej nie otwierali. Nie usłuchali. Najpierw, związanego, umieścili mnie w szopie. Potem dobrali się do tak, wydawałoby się, cennego łupu. Słyszałem ich jęki rozczarowania, gdy zobaczyli, że szkatułka jest pusta. Zaś dwa dni później jęki bólu, gdy umierali, zapewne wskutek otwarcia skrzyneczki..."
 - Zgroza... - skomentował Diogenes.
 - Faktycznie zgroza - zgodził się Monteskiusz i czytał dalej:
"Uwolnili mnie poczciwi sąsiedzi. Nie wiem jednak, czy nie byłoby dla mnie lepiej, gdybym wtedy z głodu, zimna oraz pragnienia zakończył swój żywot i nie musiał się martwić depozytem. Po upływie pewnego czasu zdarzyło się jeszcze kilka incydentów, gdy ktoś wiedziony niewiedzą lub głupotą otwierał pojemnik, a po dwóch dniach schodził z tego świata. Właściciel zaś feralnego przedmiotu nie nadchodził. Nareszcie uświadomiłem sobie, iż zostawił u mnie szkatułkę po to, by się jej pozbyć. Bardzo się bałem, tymczasem nawiedzały mnie coraz gorsze mary senne, duchy, upiory..."
 - Ma fantazję ta nasza Ela -  znów wtrącił się Diogenes.
 - Mówiła, że opisuje autentyczne wydarzenia.
 - Ona nie jest do końca normalna. Jako jedyna zachowuje się tak, jakby średniowieczne realia całkowicie jej odpowiadały. Gada z tym Antkiem... - analizował Diogenes.
 - Chyba nie jesteś zazdrosny - uśmiechnął się Monteskiusz. - Czekaj, nie skończyłem czytać opowiadania.




                                                           c. d. n.