- Dobrze, chcesz poznać opowiadanko Eli do końca? - zapytał Monteskiusz, zanim zaczął czytać dalszy ciąg historii.
- Chcę dotrwać do końca tej lekcji i nie umrzeć z nudów. A potem wrócić do dwudziestego pierwszego wieku z keyboardami, laptopami, dziurą ozonową i McDonaldem.
- Czy ze szkodliwością dziury ozonowej ekoterroryści nie robią jednej wielkiej ściemy? - amator twórczości literackiej koleżanki był sceptyczny wobec marzeń przyjaciela i zajął się filozofowaniem na temat jego pragnień.
- Może i robią... - westchnął Diogenes.
Głośne czytanie opowiadania chwilowo uległo przerwaniu. Obaj chłopcy mieli zainteresowania naukowe i nawet w tak osobliwej sytuacji jak bycie ukrytymi w średniowiecznej szafie, podczas średniowiecznej lekcji muzyki, w czasach, które znali z lekcji historii (i, w najlepszym razie z książek i filmów popularnonaukowych) musieli wdać się w dokładne rozważania.
***
Podczas gdy przyjaciele dyskutowali ze sobą, pilni żacy ćwiczyli śpiewanie w chórze.
- Ty wiesz, że to mi się nawet bardziej podoba niż przeboje Bieber'a? - wyszeptała Poli do ucha jej przyjaciółka Lala. Ta spojrzała na nią z niedowierzaniem.
c. d. n.
niedziela, 13 maja 2012
środa, 9 maja 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 17
- Gdzie to ja byłem? - zastanowił się Monteskiusz.
- Przy duchach i upiorach - podpowiedział mu Diogenes.
- A, rzeczywiście. Co tam było dalej? - mówił chłopiec, wodząc wzrokiem po linijkach niezbyt starannie zapisanego tekstu. - O, już mam - oznajmił z zadowoleniem i podjął czytanie:
- Mowa tu o staropolskim nakryciu głowy - odparł przyjaciel zwięźle i nieco wyniośle.
c. d. n.
- Przy duchach i upiorach - podpowiedział mu Diogenes.
- A, rzeczywiście. Co tam było dalej? - mówił chłopiec, wodząc wzrokiem po linijkach niezbyt starannie zapisanego tekstu. - O, już mam - oznajmił z zadowoleniem i podjął czytanie:
"Nabierałem przeświadczenia, że to przeze mnie, przez moje niechlujstwo, niedopilnowanie skrzynki, tej przeklętej skrzynki, owych ludzi już tu nie ma... że ich duchy będą się na mnie mścić. Tej jesieni dostałem przeziębienia, zwyczajnego i w rzeczy samej niegroźnego. W jego rezultacie zachowywałem się czasem niezbyt logicznie. Zdenerwowało mnie, że nie mogę nic znaleźć, także kołpaka skórzanego, futrem podszytego, dumy mojej..."- Jakiego znowu kołpaka?! Czy Elka i ta jej kuzynka mają źle w głowie...? Kołpaki są z metalu albo z plastiku, na pewno nie są podszyte futrem, na pewno nie używano ich w średniowieczu, bo wtedy jeszcze nie było samochodów... - mówił Diogenes, po początkowym wzburzeniu tonem naukowym i analitycznym, cichym głosem, jak to miał w zwyczaju i jak nakazywał rozsądek (wciąż siedzieli w szafie; Monteskiusz oświetlał sobie kartkę małą latarką na diody).
- Mowa tu o staropolskim nakryciu głowy - odparł przyjaciel zwięźle i nieco wyniośle.
c. d. n.
środa, 2 maja 2012
"Szkoła, szkoła..." cz. 16
Po chwilowym osłupieniu Monteskiusz postanowił kontynuować czytanie na głos:
- Faktycznie zgroza - zgodził się Monteskiusz i czytał dalej:
- Mówiła, że opisuje autentyczne wydarzenia.
- Ona nie jest do końca normalna. Jako jedyna zachowuje się tak, jakby średniowieczne realia całkowicie jej odpowiadały. Gada z tym Antkiem... - analizował Diogenes.
- Chyba nie jesteś zazdrosny - uśmiechnął się Monteskiusz. - Czekaj, nie skończyłem czytać opowiadania.
c. d. n.
"Bałem się jej dotykać, więc za pomocą drąga drewnianego opuściłem wieko tego przerażającego przedmiotu. Następnie końcem tegoż samego drąga przesunąłem szkatułkę w kąt pokoju. Prawie o niej zapomniałem, jednak znów dała o sobie znać, gdy mą chałupę napadli rozbójnicy. Zaklinałem się, przysięgałem na wszystkie świętości, że nie mam tu nic cennego. Nie uwierzyli. Przetrząsnęli całe domostwo wzdłuż i wszerz aż w końcu dotarli do miejsca ukrycia skrzyneczki. Błagałem ich, by jej nie otwierali. Nie usłuchali. Najpierw, związanego, umieścili mnie w szopie. Potem dobrali się do tak, wydawałoby się, cennego łupu. Słyszałem ich jęki rozczarowania, gdy zobaczyli, że szkatułka jest pusta. Zaś dwa dni później jęki bólu, gdy umierali, zapewne wskutek otwarcia skrzyneczki..."- Zgroza... - skomentował Diogenes.
- Faktycznie zgroza - zgodził się Monteskiusz i czytał dalej:
"Uwolnili mnie poczciwi sąsiedzi. Nie wiem jednak, czy nie byłoby dla mnie lepiej, gdybym wtedy z głodu, zimna oraz pragnienia zakończył swój żywot i nie musiał się martwić depozytem. Po upływie pewnego czasu zdarzyło się jeszcze kilka incydentów, gdy ktoś wiedziony niewiedzą lub głupotą otwierał pojemnik, a po dwóch dniach schodził z tego świata. Właściciel zaś feralnego przedmiotu nie nadchodził. Nareszcie uświadomiłem sobie, iż zostawił u mnie szkatułkę po to, by się jej pozbyć. Bardzo się bałem, tymczasem nawiedzały mnie coraz gorsze mary senne, duchy, upiory..."- Ma fantazję ta nasza Ela - znów wtrącił się Diogenes.
- Mówiła, że opisuje autentyczne wydarzenia.
- Ona nie jest do końca normalna. Jako jedyna zachowuje się tak, jakby średniowieczne realia całkowicie jej odpowiadały. Gada z tym Antkiem... - analizował Diogenes.
- Chyba nie jesteś zazdrosny - uśmiechnął się Monteskiusz. - Czekaj, nie skończyłem czytać opowiadania.
c. d. n.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)