wtorek, 10 czerwca 2014
Polecam tą piosenkę!!!
Mogłabym dodać fabułę, np. że jest to ulubiona piosenka Eli, o której myślała podczas szkolnej wycieczki na Wawel, ale tym razem napiszę bezpośrednio od siebie: ten kawałek dodał mi dzisiaj siły.
Blogerki - pisarki czasem słuchają rapu.
Pozdrawiam wszystkich czytelników!
czwartek, 15 maja 2014
Dobre wieści
Niniejszym ogłaszam, iż w konkursie organizowanym przez fnin.eu przyznano mi jedną z nagród.
Przyznaję, że na forum zwę się Nutka.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Problemy i rozwiązania
Problemy twórcze:
1. Napisałam początek opowiadania/felietonu/artykułu. "I co ja z tym dalej zrobię?!"
2. Czytam moje stare teksty. "Przecież to trzeba napisać od początku!!!"
3. Wena w środku nocy. Pół biedy, gdy następnego dnia nie trzeba wstać o wpół do siódmej rano.
4. Mam świetny pomysł. "Ale co, jeśli ktoś weźmie to do siebie i poczuje się urażony?"
5. Znalazłoby się tego jeszcze trochę...
Recepty:
1. Wróć do opowiadania/felietonu/artykułu później. Wystąpił punkt 2.?
2. Napisz od początku, ale zachowaj pierwszą wersję. Trzeba mieć możliwość przejrzenia drogi, jaką się przeszło.
3. Nienormowany czas pracy byłby idealny... Ale jeśli chodzi o mnie, to pieśń przyszłości.
4. Problem tej osoby. Jeżeli nie masz wrogów, to znaczy, że do niczego w życiu nie doszłaś.
5. Indywidualne przypadki należy rozpatrywać osobno.
Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki stosowania się do tych rozwiązań. Są to wyniki moich prywatnych przemyśleń.
1. Napisałam początek opowiadania/felietonu/artykułu. "I co ja z tym dalej zrobię?!"
2. Czytam moje stare teksty. "Przecież to trzeba napisać od początku!!!"
3. Wena w środku nocy. Pół biedy, gdy następnego dnia nie trzeba wstać o wpół do siódmej rano.
4. Mam świetny pomysł. "Ale co, jeśli ktoś weźmie to do siebie i poczuje się urażony?"
5. Znalazłoby się tego jeszcze trochę...
Recepty:
1. Wróć do opowiadania/felietonu/artykułu później. Wystąpił punkt 2.?
2. Napisz od początku, ale zachowaj pierwszą wersję. Trzeba mieć możliwość przejrzenia drogi, jaką się przeszło.
3. Nienormowany czas pracy byłby idealny... Ale jeśli chodzi o mnie, to pieśń przyszłości.
4. Problem tej osoby. Jeżeli nie masz wrogów, to znaczy, że do niczego w życiu nie doszłaś.
5. Indywidualne przypadki należy rozpatrywać osobno.
Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki stosowania się do tych rozwiązań. Są to wyniki moich prywatnych przemyśleń.
piątek, 11 kwietnia 2014
Gnomy
Dedykuję wszystkim, dzięki którym nie dałam się gnomom.
Nie wiem, za jaki gatunek literacki tym razem się zabrałam, bo powyższy tekst nosi cechy felietonu, fantastyki, metafory, opowiadania, opisu przeżyć... Sami oceńcie, moi Drodzy.
Wyhodowałam gnoma.
Wychowałam go na własnej piersi, dbając o niego i życząc mu powodzenia. Już od
początku zdradzał pewne przejawy gnomowatości, jednak długo przymykałam na to
oczy. Myślałam, ze mimo to wyrośnie na porządnego człowieka. Ale gnom zawsze będzie
gnomem.
Poznałam go dawno temu,
gdy był jeszcze maleńkim gnomiątkiem i do złudzenia przypominał człowieka. Był smutny, a ja nie potrafię znieść gdy ktoś, nieważne, człowiek czy gnom płacze.
Pocieszałam go, wkładając w to całe swoje serce. W końcu przygarnęłam go.
Karmił się wiedzą i moją
naiwnością. Wykorzystywał bezwstydnie moje ufne nastawienie do świata i otwartość.
Czasem łobuzował. Wybaczałam mu wszystko, wierząc, ze w głębi duszy jest człowiekiem.
Poświęciłam mu naprawdę
dużo czasu. Pozwalałam mu chodzić po moich schodach, gdzie znajdował
sobie rozmaite rozrywki. Udawał lojalnego. Wierzyłam mu i byłam przekonana, że
gnoma przypomina tylko z wyglądu, a charakter ma ludzki.
Przyjaciółki ostrzegały
mnie, opowiadały, jak przeobraża się, gdy nie ma mnie w pobliżu. Z pobłażaniem
słuchałam ich opowieści o tym, jak jego nos wydłuża się, sylwetka zgina, aż na
jego plecach powstaje garb – oznaka skarlenia moralnego, a z jamy gębowej wydobywa
się szyderczy chichot.
Z czasem pozwalał sobie na
coraz więcej i nawet w obecności swej opiekunki stroił grymasy i podkładał
świnie.
Wciąż tłumaczyłam to sobie
na różne sposoby i poszukiwałam okoliczności łagodzących.
Jednak gnom to gnom. Z
gnomami nie należy wchodzić w żadne relacje. Gnom jak pasożyt, wyniszcza żywiciela.
Oczy otwarły mi się dopiero dzisiaj. Poszłam jak zwykle na targ, a tam
mój gnom w towarzystwie kilku innych trolli wywrzaskiwał złośliwie wszystko, co
powiedziałam mu w zaufaniu. W dodatku przeinaczał co drugie słowo. Następnie
odrażające stworzenia rzuciły się na mnie, tworząc presję psychiczną i stosując
szantaż emocjonalny. Z trudem wyrwałam się z tego obleśnego kręgu. Mogło być ze
mną kiepsko.
Namnożyło się tych gnomów. I udoskonaliły zdolność upodabniania się do ludzi. Niektóre to wręcz gnomy w ludzkiej skórze. Umieją znakomicie manipulować emocjami. Mogą się wydawać inteligentne, lecz w rzeczywistości są tylko chytre.
Coraz więcej tych, których miałam za ludzi, zrzuciło maski
oraz przebrania i okazało się gnomami.
Strzeżcie się gnomów! Ta
zaraza próbuje opanować świat.
niedziela, 16 marca 2014
"Tajemnicza sprawa" cz. 3
Ponieważ na dość długi czas zarzuciłam to opowiadanie, zamieszczam poniżej linki do dwóch pierwszych części:
***
Tak wyglądał szkic Aliny, która oddała notes przyjaciółce i patrzyła na nią z wyczekiwaniem.
- Masz fotograficzną pamięć - stwierdziła ta z uznaniem.
- Nie do końca, po prostu przerysowałam to wcześniej na rękę. Ty byś prawie nic nie zobaczyła, bo trochę się wytarło, ale pomogło mi odtworzyć obraz.
- Rozumiem - mruknęła Aurelia.
- Robisz kalkę językową z angielskiego - zauważyła Alina z niesmakiem.
- Ja? Jak to? Dlaczego?
- Bo po angielsku powiedziałabyś "I see".
- No to kalka językową byłoby "Widzę"... - spokojnie odpowiedziała Aurelia.
- Niech ci będzie, ten jeden raz. Ważniejsze są te znaki, kurczę, jestem pewna, że już gdzieś je widziałam! To jakiś alfabet, nie?
Przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Jakbyś mnie pytała o problemy milenijne, to byłabym w stanie odpowiedzieć.
- Przyjaźnię się z szaloną matematyczką - jęknęła Alina. - Nie mogłaś się zainteresować czymś praktyczniejszym?
c. d. n.
środa, 5 marca 2014
Dalszy ciąg opowiadania sylwestrowego
Po krótkiej i niezbyt przyjemnej wymianie zdań dziewczęta wróciły do domu.
Domu Flory, oczywiście.
- To co, robimy melanż? - Hanka popatrzyła na koleżankę z nadzieją. Flora z trudem wytrzymała to spojrzenie, godne kota ze Shreka, starając się mu nie ulec.
Już zanosiło się na kolejną sprzeczkę, gdy z szafki w przedpokoju... spadł kot. Rudy kot, należący do kuzynki Flory, mieszkającej w tym samym domu-bliźniaku, tylko w drugim jego skrzydle, mający w zwyczaju włóczyć się w różnych dziwnych miejscach, nie dający się powstrzymać oknom i zamkom.
Zrzucił przy okazji kilka czapek, szalików i cienką książeczkę o kolorowej okładce. Hania natychmiast wykazała inicjatywę, pozbierała rzeczy z podłogi, obejrzała dokładnie książkę i... ku przerażeniu Florki oznajmiła, że jest to książka kucharska i ona ma ogromną ochotę coś upichcić.
Na nic zdały się protesty gospodyni. Hanka znalazła przepis na naleśniki z nadzieniem borówkowym i zaczęła roztaczać rozkoszne wizje wybornych potraw. Wbrew oporowi przyjaciółki pognała do kuchni.
Na początek zajęła się poszukiwaniem miksera.
Flora kulturalnie kazała jej odłożyć wiertarkę, po czym odebrała jej płyn do kąpieli w butelce przypominającej tą od mleka smakowego.
![]() |
| Źródło ilustracji: tumblr |
Rozbrojona Hania postanowiła znaleźć przynajmniej jajka. Flora, przyparta do muru zdecydowała się zacząć współpracować. Zaczęła od podania koleżance mąki, słusznie przypuszczając, że naleśniki z dwiema szklankami cukru pudru to nie najlepszy pomysł. Pokornie wyjęła mikser i mrożone borówki. Ku jej najszczerszemu zdumieniu Hania poprawnie podłączyła urządzenie do prądu. Wsypała owoce, uruchomiła mikser... i dopiero wtedy zaczęły się problemy.
Po chwili wszystko było pokryte szkarłatnymi plamami - szafki kuchenne, podłoga, ściany. Szczególnie makabryczne wrażenie robiła twarz Hani, po której spływały strugi soku borówkowego.
- Chyba nie zakręciłam miksera - stwierdziła oczywistość sprawczyni tego zamieszania.
W tym, najgorszym z możliwych momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
Wrócili rodzice Flory.
Panika.
Przerażenie.
Gorączkowe zacieranie śladów.
- Kochanie, nie śpisz jeszcze? Poznaliśmy na przyjęciu wspaniałego człowieka, reżysera, który szuka miejsca, gdzie mógłby nakręcić film... - mówiła mama Florki, witając się z córką w przedpokoju i przedstawiając jej niskiego, brodatego pana w cylindrze.
- Jaki film? - zdziwiła się dziewczynka.
- Konkretnie byłby to horror. Panienki mama zaproponowała wasz dom jako dobrą scenerię, ze względu na wystrój w starym stylu... - gość rozejrzał się z aprobatą, po czym podążył do kuchni. - Cudownie! Nawet nie trzeba nic charakteryzować! Jak panienki osiągnęły ten potworny efekt?
Tym sposobem Flora i Hanka uniknęły przykrych konsekwencji. Film nakręcono, i odniósł wielki sukces. Gospodarze wprawdzie nie byli w stanie zdobyć się na pochwalenie córki za udział w zorganizowaniu "dekoracji", jednak przymknęli oko na ten wybryk, a nawet na pewne zniszczenia.
Po chwili wszystko było pokryte szkarłatnymi plamami - szafki kuchenne, podłoga, ściany. Szczególnie makabryczne wrażenie robiła twarz Hani, po której spływały strugi soku borówkowego.
- Chyba nie zakręciłam miksera - stwierdziła oczywistość sprawczyni tego zamieszania.
W tym, najgorszym z możliwych momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
Wrócili rodzice Flory.
Panika.
Przerażenie.
Gorączkowe zacieranie śladów.
- Kochanie, nie śpisz jeszcze? Poznaliśmy na przyjęciu wspaniałego człowieka, reżysera, który szuka miejsca, gdzie mógłby nakręcić film... - mówiła mama Florki, witając się z córką w przedpokoju i przedstawiając jej niskiego, brodatego pana w cylindrze.
- Jaki film? - zdziwiła się dziewczynka.
- Konkretnie byłby to horror. Panienki mama zaproponowała wasz dom jako dobrą scenerię, ze względu na wystrój w starym stylu... - gość rozejrzał się z aprobatą, po czym podążył do kuchni. - Cudownie! Nawet nie trzeba nic charakteryzować! Jak panienki osiągnęły ten potworny efekt?
Tym sposobem Flora i Hanka uniknęły przykrych konsekwencji. Film nakręcono, i odniósł wielki sukces. Gospodarze wprawdzie nie byli w stanie zdobyć się na pochwalenie córki za udział w zorganizowaniu "dekoracji", jednak przymknęli oko na ten wybryk, a nawet na pewne zniszczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
