poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Szalone perypetie" cz. 45

  Ela z niechęcią zakomunikowała kolegom i koleżankom o konieczności powrotu. Niektórzy (na przykład Lala) przyjęli tą informację z żywiołowym wręcz entuzjazmem. Inni byli bardziej, niż sceptyczni.
  - Czy ty byś mogła łaskawie wyjaśnić... - zaczął Monteskiusz  z namysłem.
  - Tak? - Ela spróbowała delikatnie przyspieszyć jego wypowiedź.
  - Dlaczego twój przodek męczy się, wymyślając metodę podróży w czasie, podczas, gdy twój tata ma ją opracowaną?
  - Wiesz... to skomplikowane. Metodę podróży w czasie zdradził tacie dziadzio Fulgencjusz, ale jest to metoda przemieszczania w czasie ludzi, ale nie przedmiotów. Zauważyliście chyba, że niektóre ubrania, które mieliście na sobie, zachowaliście, a inne pozostały w XXI wieku.Więc ta metoda jest niestabilna.
  - Nie strasz, czy to znaczy, że nam też może się nie udać? - zaniepokoiła się Nonia.
  - Teoria podróży w czasie nie jest prosta, ale zapewniam cię, że nam powinno się udać. To dlatego, że my mamy mózgi, połączenia nerwowe, i tak dalej. Normalnie pozwala nam to poruszać się po trzech wymiarach, i do tego bezwolnie przez czas. Ale jest pewien sposób, który uaktywnia receptory, odpowiedzialne za pozostałe wymiary. Słyszeliście może o teorii strun?



c. d. n.

wtorek, 26 marca 2013

Opowiadanie sezonowe

Tym razem bajka poza głównym nurtem opowieści, nawiązujące do bieżącej... aury.

Pewnego razu, a było to w marcu 2013 Wiosna i Zima założyły się.
  - Jeżeli mój chomik wygra wyścig, to będę mogła zostać tu dłużej. A jeżeli wygra twój, to przyjdziesz szybciej  - powiedziała Zima.

Chomiki Zimy i Wiosny pochodziły z tego samego miotu i przedtem miały ludzkie właścicielki. Zwierzęta jednak nie żyją zbyt długo. Po zakończeniu swego żywota trafiły do nowych pań, którym zresztą bardzo uprzyjemniały życie. Ulubieniec Zimy miał na imię Puszek, jak śniegowy puch, i takiż sam kolor - był to dżungarski winter white. Wiosna natomiast została przyjaciółką Figi, uroczego szarobrązowego chomiczka.

Tak więc zwierzaki ustawiły się na torze. Ruszyły!

- Proszę cię, wygraj, Puszku! - prosiła Zima, której wydawało się, że jakoś niewystarczająco wykorzystała swój czas w tym sezonie.

- Szybciej, Figa! - dopingowała Wiosna, którą już nużyło czekanie, aż koleżanka weźmie swój coroczny urlop i pozwoli jej działać.

Zimie pomógł przypadek. Figa przez dziurkę w chmurkach zobaczyła swoją dawną, ziemską panią i zatrzymała się, patrząc na nią. Puszek nie mógł widzieć swej dawnej właścicielki, bo akurat leżała chora w swoim domu. Dlatego dalej biegł swoim tempem. Wygrał! A dzięki niemu Zima triumfowała.
- Rewanż za rok - obiecała Wiosna.

Koniec

PS Gdyby kogoś, komu nie wystarczą mity interesowało bardziej naukowe podejście do sprawy, oto artykuł o znikającej wiośnie.

niedziela, 17 marca 2013

"Szalone perypetie" cz. 44

  Wobec tego skromnego przepychu trudno było Inkowi zachować wstrzemięźliwość, toteż kilkukrotnie musiał bronić się przed poszturchiwaniami kulturalnych kolegów i koleżanek. Szóstoklasiści z przyjemnością dokończyli posiłek, z trudem powstrzymując się od drugiej dokładki (do pierwszej zachęcił ich sam gospodarz), po czym zaproszeni zostali do izby, w której mieściła się maszyna drukarska. Tak mniej więcej wyglądał kąt tego pomieszczenia:
Z boku stała ciemna szafa. W szufladkach mebla pod oknem znajdowały się starannie posegregowane ruchome czcionki. Obok była prasa drukarska.
  Podeszli do szablonu, przygotowanego, jak się wydawało, do wydruku. Po chwili Eli zrzedła mina.
  Czcionki ułożone były w jedno słowo: WRACAJCIE...

c. d. n.

wtorek, 26 lutego 2013

"Szalone perypetie" cz. 43

Mieszczanin zaprowadził swoich gości do pomieszczenia jadalnego i usadził u stołu... dość suto zastawionego stołu. Niektórym ślinka napłynęła do ust (łatwo się domyślić, komu)...  Potrawy może nie należały do najbardziej wyszukanych, ale widać było, że gospodarz gości ich wedle staropolskich zasad, takich jak "czym chata bogata". Zaraz pojawiło się kilka rodzajów kaszy z różnymi sosami, chleb ze smalcem lub - na deser - domową konfiturą, a nawet borowiki w zalewie... Podniebienia szóstoklasistów, przyzwyczajone do hamburgerów z McDonald'sa zrazu nie mogły poczuć smaku tych naturalnych rarytasów, nam już niemal niedostępnych.

c. d. n.

czwartek, 14 lutego 2013

Muzyczne propozycje na Dzień Świętego Walentego

"Para Tu Amor" - Juanes - czyli latynoskie rytmy na ożywienie zimowego dnia
"Niepewność" - Marek Grechuta - klasyka... nie trzeba dodawać nic więcej
"Closest Thing To Crazy" - Katie Melua - warto posłuchać Katie, gruzińskiej piosenkarki o pięknym głosie...

piątek, 18 stycznia 2013

"Szalone perypetie" cz. 42

  - Salve, amicus!*
  - Salve, Fulgentius!**
  Alchemik serdecznie przywitał się z drukarzem, krępym, siwiejącym rzemieślnikiem o spracowanych, ale zręcznych dłoniach i sympatycznej, okrągłej twarzy.
  - Pacholęta, to pan Kanmił*** - oznajmił z dumą. - Druh mój i przyjaciel.
  Następnie obaj dostojni obywatele średniowiecznego Krakowa odeszli na moment na bok, najwyraźniej po to, aby wyjaśnić sytuację przyprowadzonych uczniów. Po krótkiej rozmowie właściciel drukarni z uśmiechem podszedł do swoich gości i powiedział:
  - Pewnikiem wygłodzeni i zmęczeni jesteście. Pozwólcie za mną, nasyćcie swój głód, a potem gawędę o mej drukarni mogę rozpocząć.
  Jeśli widziano kiedyś na Ziemi szczęśliwego człowieka, to był nim w tym momencie nasz łasuch Inek. Przed oczami przetoczyła mu się wizja prosiąt pieczonych na rożnie i z jabłkami w pyskach, duszonych przepiórek, kurcząt w zalewie i innych wspaniałości, którymi średniowieczni możnowładcy zwykli byli karmić swych gości. Z rozmarzenia chłopca wyrwało szturchnięcie w bok. Józia nachyliła się i szepnęła mu do ucha:
  - Tylko się zachowuj. Nie rób z siebie obżartucha, oni w średniowieczu i tak mają ciężkie życie.
  - My w naszych czasach też - mruknął łakomczuszek i obiecał sobie, że postara się nie wziąć więcej niż dwóch dokładek.

Salve, amicus! (łac.) - Witaj, przyjacielu!
** Salve, Fulgentius! (łac.) - Witaj, Fulgencjuszu!
*** Kanmił - staropolskie imię męskie, które mogło oznaczać "ten, kto miło gości innych". Dobrze charakteryzuje ono gospodarza, przyjmującego Elę i jej znajomych.




c. d. n.