piątek, 18 stycznia 2013

"Szalone perypetie" cz. 42

  - Salve, amicus!*
  - Salve, Fulgentius!**
  Alchemik serdecznie przywitał się z drukarzem, krępym, siwiejącym rzemieślnikiem o spracowanych, ale zręcznych dłoniach i sympatycznej, okrągłej twarzy.
  - Pacholęta, to pan Kanmił*** - oznajmił z dumą. - Druh mój i przyjaciel.
  Następnie obaj dostojni obywatele średniowiecznego Krakowa odeszli na moment na bok, najwyraźniej po to, aby wyjaśnić sytuację przyprowadzonych uczniów. Po krótkiej rozmowie właściciel drukarni z uśmiechem podszedł do swoich gości i powiedział:
  - Pewnikiem wygłodzeni i zmęczeni jesteście. Pozwólcie za mną, nasyćcie swój głód, a potem gawędę o mej drukarni mogę rozpocząć.
  Jeśli widziano kiedyś na Ziemi szczęśliwego człowieka, to był nim w tym momencie nasz łasuch Inek. Przed oczami przetoczyła mu się wizja prosiąt pieczonych na rożnie i z jabłkami w pyskach, duszonych przepiórek, kurcząt w zalewie i innych wspaniałości, którymi średniowieczni możnowładcy zwykli byli karmić swych gości. Z rozmarzenia chłopca wyrwało szturchnięcie w bok. Józia nachyliła się i szepnęła mu do ucha:
  - Tylko się zachowuj. Nie rób z siebie obżartucha, oni w średniowieczu i tak mają ciężkie życie.
  - My w naszych czasach też - mruknął łakomczuszek i obiecał sobie, że postara się nie wziąć więcej niż dwóch dokładek.

Salve, amicus! (łac.) - Witaj, przyjacielu!
** Salve, Fulgentius! (łac.) - Witaj, Fulgencjuszu!
*** Kanmił - staropolskie imię męskie, które mogło oznaczać "ten, kto miło gości innych". Dobrze charakteryzuje ono gospodarza, przyjmującego Elę i jej znajomych.




c. d. n.