niedziela, 16 marca 2014

"Tajemnicza sprawa" cz. 3

Ponieważ na dość długi czas zarzuciłam to opowiadanie, zamieszczam poniżej linki do dwóch pierwszych części: 

***
 Tak wyglądał szkic Aliny, która oddała notes przyjaciółce i patrzyła na nią z wyczekiwaniem.
 - Masz fotograficzną pamięć - stwierdziła ta z uznaniem.

 - Nie do końca, po prostu przerysowałam to wcześniej na rękę. Ty byś prawie nic nie zobaczyła, bo trochę się wytarło, ale pomogło mi odtworzyć obraz.
 - Rozumiem - mruknęła Aurelia.
 - Robisz kalkę językową z angielskiego - zauważyła Alina z niesmakiem.
 - Ja? Jak to? Dlaczego?
 - Bo po angielsku powiedziałabyś  "I see".
 - No to kalka językową byłoby "Widzę"... - spokojnie odpowiedziała Aurelia.
 - Niech ci będzie, ten jeden raz. Ważniejsze są te znaki, kurczę, jestem pewna, że już gdzieś je widziałam! To jakiś alfabet, nie?
 Przyjaciółka wzruszyła ramionami.
 - Jakbyś mnie pytała o problemy milenijne, to byłabym w stanie odpowiedzieć.
 - Przyjaźnię się z szaloną matematyczką - jęknęła Alina. - Nie mogłaś się zainteresować czymś praktyczniejszym?

c. d. n.

środa, 5 marca 2014

Dalszy ciąg opowiadania sylwestrowego

 Po krótkiej i niezbyt przyjemnej wymianie zdań dziewczęta wróciły do domu.
 Domu Flory, oczywiście.
 - To co, robimy melanż? - Hanka popatrzyła na koleżankę z nadzieją. Flora z trudem wytrzymała to spojrzenie, godne kota ze Shreka, starając się mu nie ulec.
 Już zanosiło się na kolejną sprzeczkę, gdy z szafki w przedpokoju... spadł kot. Rudy kot, należący do kuzynki Flory, mieszkającej w tym samym domu-bliźniaku, tylko w drugim jego skrzydle, mający w zwyczaju włóczyć się w różnych dziwnych miejscach, nie dający się powstrzymać oknom i zamkom. 
 Zrzucił przy okazji kilka czapek, szalików i cienką książeczkę o kolorowej okładce. Hania natychmiast wykazała inicjatywę, pozbierała rzeczy z podłogi, obejrzała dokładnie książkę i... ku przerażeniu Florki oznajmiła, że jest to książka kucharska i ona ma ogromną ochotę coś upichcić.
 Na nic zdały się protesty gospodyni. Hanka znalazła przepis na naleśniki z nadzieniem borówkowym i zaczęła roztaczać rozkoszne wizje wybornych potraw. Wbrew oporowi przyjaciółki pognała do kuchni.
 Na początek zajęła się poszukiwaniem miksera.
 Flora kulturalnie kazała jej odłożyć wiertarkę, po czym odebrała jej płyn do kąpieli w butelce przypominającej tą od mleka smakowego.
Źródło ilustracji: tumblr

 Rozbrojona Hania postanowiła znaleźć przynajmniej jajka. Flora, przyparta do muru zdecydowała się zacząć współpracować. Zaczęła od podania koleżance mąki, słusznie przypuszczając, że naleśniki z dwiema szklankami cukru pudru to nie najlepszy pomysł. Pokornie wyjęła mikser i mrożone borówki. Ku jej najszczerszemu zdumieniu Hania poprawnie podłączyła urządzenie do prądu. Wsypała owoce, uruchomiła mikser... i dopiero wtedy zaczęły się problemy.
 Po chwili wszystko było pokryte szkarłatnymi plamami - szafki kuchenne, podłoga, ściany. Szczególnie makabryczne wrażenie robiła twarz Hani, po której spływały strugi soku borówkowego.
 - Chyba nie zakręciłam miksera - stwierdziła oczywistość sprawczyni tego zamieszania.
 W tym, najgorszym z możliwych momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
 Wrócili rodzice Flory.
 Panika.
 Przerażenie.
 Gorączkowe zacieranie śladów.
 - Kochanie, nie śpisz jeszcze? Poznaliśmy na przyjęciu wspaniałego człowieka, reżysera, który szuka miejsca, gdzie mógłby nakręcić film... - mówiła mama Florki, witając się z córką w przedpokoju i przedstawiając jej niskiego, brodatego pana w cylindrze.
 - Jaki film? - zdziwiła się dziewczynka.
 - Konkretnie byłby to horror. Panienki mama zaproponowała wasz dom jako dobrą scenerię, ze względu na wystrój w starym stylu... - gość rozejrzał się z aprobatą, po czym podążył do kuchni. - Cudownie! Nawet nie trzeba nic charakteryzować! Jak panienki osiągnęły ten potworny efekt?

 Tym sposobem Flora i Hanka uniknęły przykrych konsekwencji. Film nakręcono, i odniósł wielki sukces. Gospodarze wprawdzie nie byli w stanie zdobyć się na pochwalenie córki za udział w zorganizowaniu "dekoracji", jednak przymknęli oko na ten wybryk, a nawet na pewne zniszczenia.