Znów znaleźli się w tym dziwnym, kamienistym tunelu. Szli spokojnie, nie czyniąc wiele hałasu.
- Wybierzecie się ze mną do archiwum? - zapytał Antek.
- Musimy już wracać do naszej klasy. Niestety... - odparła Ela. Żak zrobił rozczarowaną minę, jednak nie zaprotestował.
Wskazał im drogę, którą podążyli bez sprzeciwu.
Natknęli się na drewniane drzwi. Leon otworzył je ostrożnie, jakby spodziewał się za nimi stada dzikich zwierząt.
Zamiast tego ujrzeli dwadzieścioro swoich kolegów i koleżanek, wyraźnie znudzonych wykładem przewodniczki o matowym głosie.
Więc ostrożność okazała się uzasadniona.
Pożegnawszy się z przyjacielem i zamknąwszy drzwi, powoli dołączyli do grupy, przybierając na twarze wyraz znudzenia, jakby stali w tym miejscu od pół godziny. Radek pozwolił sobie nawet na ziewnięcie.
Wyglądało na to, że nikt z nauczycieli nie nabrał wobec nich podejrzeń. Wagarowicze wymienili triumfujące uśmiechy.