Dozorca wykazał się jednak dużą dozą opanowania i cierpliwości, jak przystało na przedstawiciela tego, na pierwszy rzut oka monotonnego zawodu.
- A co ja mam z takimi zrobić, no, zgubieńcami*... - powiedział z lekkim niesmakiem.
- Najlepiej pomóc nam stąd wyjść - Daria uroczo błysnęła białymi ząbkami, niepotrzebującymi żadnego aparatu (Ela, stała pacjentka ortodonty, acz nie obarczona jeszcze stałym przyrządem prostującym zęby, spojrzała na nią z leciutką zazdrością).
- Pozbędzie się pan kłopotu - Radek zachęcająco poparł koleżankę.
- A, no, niby tak... Tylko widzą dzieciaki, ja mam, smarkacze, przykaz, coby to intruzów, taka ich mać owaka, zwierzchnikowi meldować...
Leon poczuł, że jeszcze jedna usłyszana wypowiedź pana Charonowskiego i on sam zacznie mówić jak upośledzony psychicznie, odizolowany przez wiele lat od ludzi, acz gadatliwy i wyraźnie znudzony stały bywalec budek z piwem (co samo w sobie stanowiło sprzeczność).
- Ale po co sobie komplikować życie - dołączył do przyjaciół w ich uprzejmych perswazjach.
- A, bo, widzicie, malcy, nudne życie dozorcy jest i mało urozmaicone. Tylko łazić po tych korytarzach, i szukać takich jak wy. A dla rekreacyi jakowejś to tylko księgi stare bardzo można poczytać albo to pudło, telewizorem zwane, włączyć. A tam farmazony same plotą i piwko żłopią, o, jak w tym takim szoł, jak mu tam było... Kwiat podłóg Pieskich? Toż tam badziewie samo, a człowiek ogląda, bo co ma w tym czasie zrobić, no... Albo te programy, jak oni to mówią, policystyczne? Te co wszyscy udają mądrali, a sami kiełbie we łbie mają... Kiełbie czy chełbie? Jak to było? Już całkiem człowiek, no, zapomina, widzicie, jak to jest, dzieciaki... Gęby nie ma do kogo otworzyć...
Mówił i mówił. Szóstoklasiści coraz bardziej byli pewni, że spóźnią się na umówioną wcześniej, jeszcze w autokarze, z nauczycielami, zbiórkę. Po kilku minutach wymieniania nerwowych spojrzeń i zerkania na zegarek Eli Leon postanowił się odezwać.
- Przepraszam, czy pan ma jakiś harmonogram? Czy ma pan czas prowadzić z nami tą dyskusję?
"A raczej monolog", pomyślał chłopiec, zakończywszy wypowiedź. Wiedział jednak, że określenie "dyskusja" zabrzmi znacznie taktowniej.
- Ja wiem o co wam chodzi. Wy się o czas martwicie! - rzucił dozorca triumfalnie. - Wy się nie macie czego obawiać. Tu czas płynie inaczej.
- Jak to? - Daria tym razem przyjrzała się podejrzliwie ekscentrycznemu staruszkowi.
- A, no tak! Jesteśmy bliżej środka Ziemi, niż gdybyśmy byli na powierzchni. A punkty we wnętrzu Ziemi poruszają się wolniej niż te na zewnątrz. Czas płynie szybciej, gdy obiekt porusza się wolniej...
- Różnica byłaby minimalna - zauważyła sceptycznie Ela.
- A czy wy wiecie, jak my głęboko jesteśmy pod ziemią? - pan Charonowski wyszczerzył zęby.
*To słowo nie jest dowodem braku znajomości języka polskiego przez autorkę, a jedynie swoistym slangowym neologizmem nietypowego bohatera.