wtorek, 10 grudnia 2013

"Szalone perypetie" cz. 58

 Dozorca wykazał się jednak dużą dozą opanowania i cierpliwości, jak przystało na przedstawiciela tego, na pierwszy rzut oka monotonnego zawodu.
 - A co ja mam z takimi zrobić, no, zgubieńcami*... - powiedział z lekkim niesmakiem.
 - Najlepiej pomóc nam stąd wyjść - Daria uroczo błysnęła białymi ząbkami, niepotrzebującymi żadnego aparatu (Ela, stała pacjentka ortodonty, acz nie obarczona jeszcze stałym przyrządem prostującym zęby, spojrzała na nią z leciutką zazdrością).
 - Pozbędzie się pan kłopotu - Radek zachęcająco poparł koleżankę.
 - A, no, niby tak... Tylko widzą dzieciaki, ja mam, smarkacze, przykaz, coby to intruzów, taka ich mać owaka, zwierzchnikowi meldować...
 Leon poczuł, że jeszcze jedna usłyszana wypowiedź pana Charonowskiego i on sam zacznie mówić jak upośledzony psychicznie, odizolowany przez wiele lat od ludzi, acz gadatliwy i wyraźnie znudzony stały bywalec budek z piwem (co samo w sobie stanowiło sprzeczność).
 - Ale po co sobie komplikować życie - dołączył do przyjaciół w ich uprzejmych perswazjach.
 - A, bo, widzicie, malcy, nudne życie dozorcy jest i mało urozmaicone. Tylko łazić po tych korytarzach, i szukać takich jak wy. A dla rekreacyi jakowejś to tylko księgi stare bardzo można poczytać albo to pudło, telewizorem zwane, włączyć. A tam farmazony same plotą i piwko żłopią, o, jak w tym takim szoł, jak mu tam było... Kwiat podłóg Pieskich? Toż tam badziewie samo, a człowiek ogląda, bo co ma w tym czasie zrobić, no... Albo te programy, jak oni to mówią, policystyczne? Te co wszyscy udają mądrali, a sami kiełbie we łbie mają... Kiełbie czy chełbie? Jak to było? Już całkiem człowiek, no, zapomina, widzicie, jak to jest, dzieciaki... Gęby nie ma do kogo otworzyć...
 Mówił i mówił. Szóstoklasiści coraz bardziej byli pewni, że spóźnią się na umówioną wcześniej, jeszcze w autokarze, z nauczycielami, zbiórkę. Po kilku minutach wymieniania nerwowych spojrzeń i zerkania na zegarek Eli Leon postanowił się odezwać.
 - Przepraszam, czy pan ma jakiś harmonogram? Czy ma pan czas prowadzić z nami tą dyskusję?
 "A raczej monolog", pomyślał chłopiec, zakończywszy wypowiedź. Wiedział jednak, że określenie "dyskusja" zabrzmi znacznie taktowniej.
 - Ja wiem o co wam chodzi. Wy się o czas martwicie! - rzucił dozorca triumfalnie. - Wy się nie macie czego obawiać. Tu czas płynie inaczej.
 - Jak to? - Daria tym razem przyjrzała się podejrzliwie ekscentrycznemu staruszkowi.
 - A, no tak! Jesteśmy bliżej środka Ziemi, niż gdybyśmy byli na powierzchni. A punkty we wnętrzu Ziemi poruszają się wolniej niż te na zewnątrz. Czas płynie szybciej, gdy obiekt porusza się wolniej...
 - Różnica byłaby minimalna - zauważyła sceptycznie Ela.
 - A czy wy wiecie, jak my głęboko jesteśmy pod ziemią? - pan Charonowski wyszczerzył zęby.


*To słowo nie jest dowodem braku znajomości języka polskiego przez autorkę, a jedynie swoistym slangowym neologizmem nietypowego bohatera.