wtorek, 25 czerwca 2013

"Szalone perypetie" - cz. 49

  Tydzień po teście kompetencji cała klasa jechała na wycieczkę na Wawel. Aż do tego dnia niektórzy nie pojawili się w szkole. Monteskiusz podobno rozchorował się z powodu stresu, którego doświadczył, natomiast dla świętowania tego, że napisał sprawdzian, Inek urządził sobie taką ucztę, że przez kilka dni nie był w stanie wyjść z domu. Nikt natomiast nie wiedział, co dzieje się z Elą. Nie odbierała telefonów, nie otwierała drzwi, nie dawała znaku życia. Wszyscy pamiętali, że to ona była sprawczynią zamieszania w dzień egzaminu. Padały więc rozmaite przypuszczenia. Może dostała szlaban, nawet na lekcje? Wiadomo było, że ta, z pozoru absurdalna, wersja zdarzeń nie była bynajmniej nieprawdopodobna. Rodzice Eli nie zgadzali się z obowiązującym systemem edukacji, uważali, że ogranicza on zdolniejszych uczniów. Koledzy bez problemu mogli ją sobie wyobrazić, siedzącą w domu i w skupieniu studiującą akademicki podręcznik "Analiza matematyczna w zadaniach" autorstwa W. Krysickiego i L. Włodarskiego. A może wagaruje sobie bezczelnie, chcąc uniknąć próśb znajomych o krótki wypad na przykład do czasów Marilyn Monroe? Różne wytłumaczenia były prawdopodobne.
Na ilustracji - podręcznik, z którego Ela uczyła się matematyki...

  W każdym razie koleżanka pojawiła się dopiero w dzień wycieczki... jak zwykle z nieodgadnionym wyrazem twarzy...

c. d. n.

środa, 19 czerwca 2013

"Szalone perypetie" cz. 48

  Mrugali oczami, próbując przyzwyczaić się do światła dziennego, sączącego się leniwie przez półprzezroczysty sufit sali gimnastycznej.
  - ... maksymalnie możecie uzyskać 40 punktów. Zaczynajcie - monotonny głos egzaminatorki wyrwał podróżników czasoprzestrzennych z zamyślenia.

***
 - Łatwy był ten test - zauważył Sławek.
 - No, banalny - zgodził się Inek. - A propos, zjadłbym sobie lody bananowe.
 - Idziemy do kawiarni - zadysponował Leon. - Wiedziałem, że sprawdzian będzie bardzo prosty. Będę miał czterdzieści punktów, mówię wam!
 - No, zobaczymy - Daria spróbowała zgasić jego entuzjazm. Na próżno.
  Całą klasą poszli do cukierni "Dąbek", znajdującej się niedaleko ich szkoły. Inek (jak powiedziała Ela - q. e. d. - Quod erat demonstrandum - co było do udowodnienia) zamówił sobie cały torcik z bitą śmietaną. Dla Diogenesa, zanim zdążył zaprotestować, koledzy zamówili kawę "żeby mniej filozofował i trochę się ożywił". Leon kupił sobie dwie napoleonki. Ela ograniczyła się do filiżanki gorącej czekolady, a Lala i Daria - do dietetycznego napoju. Ronaldinho wybrał energetyczne ciasteczka - tego dnia wybierał się jeszcze na trening. Atmosfera rozluźniała się, napięcie związane z podróżą i egzaminem opadało.
  - Boję się wracać do domu - westchnęła Ela ni z gruszki ni z pietruszki.
  - Spoko, obronimy cię przed szlabanem - uspokoił ją Radek.


c. d. n.