niedziela, 18 listopada 2012

"Szalone perypetie" cz. 37

 - Wariatka - powtórzyła Pchełka. Tym razem jednak kilka osób stanęło po stronie Eli.
 - No, skoro już tu jesteśmy... ostatecznie, możemy zobaczyć - stwierdziła Filipa.
 - To może być nawet dość interesujące - uznał Leon.
 - No to idziemy... Dziadziu, zaprowadzisz nas?
 - A mamże jaki wybór? - Alchemik rozłożył bezradnie ręce i podążył przodem.

 - Daleko to jest? - chciała upewnić się Lala.
 - Dlaczego pytasz? - wolała wiedzieć wnuczka Fulgencjusza.
 - No wiesz... zmęczyły mnie te podróże. Taką długą drogę dzisiaj przebyłam.
 - Fakt, kawał czasoprzestrzeni - przytaknęła Ela ze swoim specyficznym uśmieszkiem.
 - Poza tym mam nowe buty, nie chciałabym ich zniszczyć...
  Ela spojrzała w dół. Jej wzrok napotkał parę granatowych, błyszczących szpilek. Palnęła się ręką w czoło.
 - Rany, kto w czymś takim chodzi? Kostkę można skręcić.
 - Ja chodzę - odparła lekko zawstydzona Lala, z pewną dozą politowania przyglądając się górskim butom Eli, niezbyt pięknym, ale chroniącym przed urazami i wilgocią.
 - Najlepiej idź na bosaka - doradziła jej koleżanka.
 - Fuuuj... Co za obrzydliwy pomysł! Tu jest b r u d n o. Jak w naszym szkolnym wychodku.


                                                                   c. d. n.

sobota, 3 listopada 2012

"Szalone perypetie" cz. 36

 - Zaraz, a dlaczego my się tu znaleźliśmy? - chciał wiedzieć Leon.
 - Zdenerwowaliście mnie tym swoim narzekaniem na szkołę... a ostatnio pomagałam tacie w konstruowaniu zdalnego sterowania. Pewnie dostanę szlaban na pół roku - stwierdziła beztrosko winowajczyni całego zamieszania, zdaniem niektórych podobna do anioła.
 - Wariatka - stwierdziła Pchełka z urazą.
 - Wyluzuj, przecież nawet Elektryczne Gitary śpiewają "Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy". Cały świat jest tak pokręcony, że moje szaleństwa to przy tym pikuś - uśmiechnęła się Ela. - Zanim wrócimy do tego samego momentu w czasie, z którego wyruszyliśmy, chcielibyście może zobaczyć średniowieczną drukarnię?



                                                                           c. d. n.