niedziela, 13 kwietnia 2014

Problemy i rozwiązania

Problemy twórcze:
1. Napisałam początek opowiadania/felietonu/artykułu. "I co ja z tym dalej zrobię?!"
2. Czytam moje stare teksty. "Przecież to trzeba napisać od początku!!!"
3. Wena w środku nocy. Pół biedy, gdy następnego dnia nie trzeba wstać o wpół do siódmej rano.
4. Mam świetny pomysł. "Ale co, jeśli ktoś weźmie to do siebie i poczuje się urażony?"
5. Znalazłoby się tego jeszcze trochę...

Recepty:
1. Wróć do opowiadania/felietonu/artykułu później. Wystąpił punkt 2.?
2. Napisz od początku, ale zachowaj pierwszą wersję. Trzeba mieć możliwość przejrzenia drogi, jaką się przeszło.
3. Nienormowany czas pracy byłby idealny... Ale jeśli chodzi o mnie, to pieśń przyszłości.
4. Problem tej osoby. Jeżeli nie masz wrogów, to znaczy, że do niczego w życiu nie doszłaś.
5. Indywidualne przypadki należy rozpatrywać osobno.

Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki stosowania się do tych rozwiązań. Są to wyniki moich prywatnych przemyśleń.

piątek, 11 kwietnia 2014

Gnomy

Dedykuję wszystkim, dzięki którym nie dałam się gnomom.

Wyhodowałam gnoma. Wychowałam go na własnej piersi, dbając o niego i życząc mu powodzenia. Już od początku zdradzał pewne przejawy gnomowatości, jednak długo przymykałam na to oczy. Myślałam, ze mimo to wyrośnie na porządnego człowieka. Ale gnom zawsze będzie gnomem. 


Poznałam go dawno temu, gdy był jeszcze maleńkim gnomiątkiem i do złudzenia przypominał człowieka. Był smutny, a ja nie potrafię znieść gdy ktoś, nieważne, człowiek czy gnom płacze. Pocieszałam go, wkładając w to całe swoje serce. W końcu przygarnęłam go.
 
Karmił się wiedzą i moją naiwnością. Wykorzystywał bezwstydnie moje ufne nastawienie do świata i otwartość. Czasem łobuzował. Wybaczałam mu wszystko, wierząc, ze w głębi duszy jest człowiekiem.
Poświęciłam mu naprawdę dużo czasu. Pozwalałam mu chodzić po moich schodach, gdzie znajdował sobie rozmaite rozrywki. Udawał lojalnego. Wierzyłam mu i byłam przekonana, że gnoma przypomina tylko z wyglądu, a charakter ma ludzki.

Przyjaciółki ostrzegały mnie, opowiadały, jak przeobraża się, gdy nie ma mnie w pobliżu. Z pobłażaniem słuchałam ich opowieści o tym, jak jego nos wydłuża się, sylwetka zgina, aż na jego plecach powstaje garb – oznaka skarlenia moralnego, a z jamy gębowej wydobywa się szyderczy chichot.

Z czasem pozwalał sobie na coraz więcej i nawet w obecności swej opiekunki stroił grymasy i podkładał świnie.

Wciąż tłumaczyłam to sobie na różne sposoby i poszukiwałam okoliczności łagodzących.

Jednak gnom to gnom. Z gnomami nie należy wchodzić w żadne relacje. Gnom jak pasożyt, wyniszcza żywiciela.

Oczy otwarły mi się dopiero dzisiaj. Poszłam jak zwykle na targ, a tam mój gnom w towarzystwie kilku innych trolli wywrzaskiwał złośliwie wszystko, co powiedziałam mu w zaufaniu. W dodatku przeinaczał co drugie słowo. Następnie odrażające stworzenia rzuciły się na mnie, tworząc presję psychiczną i stosując szantaż emocjonalny. Z trudem wyrwałam się z tego obleśnego kręgu. Mogło być ze mną kiepsko.

Namnożyło się tych gnomów. I udoskonaliły zdolność upodabniania się do ludzi. Niektóre to wręcz gnomy w ludzkiej skórze. Umieją znakomicie manipulować emocjami. Mogą się wydawać inteligentne, lecz w rzeczywistości są tylko chytre.

Coraz więcej tych, których miałam za ludzi, zrzuciło maski oraz przebrania i okazało się gnomami.


Strzeżcie się gnomów! Ta zaraza próbuje opanować świat.

 Nie wiem, za jaki gatunek literacki tym razem się zabrałam, bo powyższy tekst nosi cechy felietonu, fantastyki, metafory, opowiadania, opisu przeżyć... Sami oceńcie, moi Drodzy.