czwartek, 26 kwietnia 2012

"Szkoła, szkoła..." cz. 15

 Monteskiusz i Diogenes, schowani w szafie zaczęli się nudzić.
 - Nie wiem jak ty, ale ja sądzę, że takie podróże w przeszłość są ryzykowne. Czekają na nas zagrożenia, które w życiu nie przyszłyby nam do głowy. Mam tu opowiadanie Eli o jej kuzynce, twierdziła, że jest oparte na faktach. Chcesz posłuchać? - zaproponował szeptem Monteskiusz, a gdy Diogenes przytaknął, zaczął cicho czytać z wyjętej z kieszeni kartki - "Pewnego dnia Krysia zeszła do piwnicy i otworzyła stojące w kącie kartonowe pudło. Było już tam bardzo długo, a jego zawartość  mogła mieć wiele lat. Uwagę dziewczynki przykuł rękopis na pożółkłym pergaminie. Postanowiła go odczytać. Oto jego treść: 
"Piszę to dla przestrogi i pożytku przyszłych pokoleń, które chciałbym ustrzec przed zgubnymi skutkami pewnych nieprzemyślanych działań. Któregoś dnia, a było to w Anno Domini 1425, do mej chaty zawitał wędrowiec. Zostawił mi maleńką, złotem inkrustowaną skrzyneczkę na przechowanie i przykazał nie otwierać. Ostrzegł, że ten, kto nie posłucha rozkazu, umrze w dwa dni później. Przez jakieś pół roku pudełeczko spoczywało w spokoju. Jednego dnia jednakże opuściłem dom na kilka godzin. Proszę sobie wyobrazić, co czułem, gdy wróciwszy, zobaczyłem otwartą skrzynkę. Obok bez zmysłów leżała moja żona, moja najmilejsza gołąbeczka! Najwyraźniej nie wiedziała o zakazie otwierania pojemnika. Dwa dni później rzeczywiście opuściła ten świat, nie odzyskawszy przytomności. O, ja nieszczęśliwy! Chciałem nawet dołączyć do niej, ale ciążyła mi świadomość nałożonej na mnie odpowiedzialności za śmiercionośną szkatułkę. Co w niej było? Nie wiem. Leżała pusta. Bałem się jej dotykać, więc..."  
- w tym momencie lektorowi czytanie przerwał zbiorowy śpiew żaków.




                                                        c. d. n.