Wykładowca groźnym wzrokiem potoczył po sali. Żacy siedzieli jak trusie.
- Kto gra?!
Oczywiście nikt się nie przyznawał. Profesor ruszył na obchód komnaty, marszcząc krzaczaste brwi. Kilku uczniów przeżyło moment grozy, paru jednak odetchnęło z ulgą - w tym Ronaldinho, który wreszcie poszedł po rozum do głowy i przestał grać. Należy pamiętać, że im dalej nauczyciel oddalał się od katedry, tym bezpieczniejszy stawał się intruz, sprytnie ukryty pod biurkiem (na zasadzie "najciemniej pod latarnią").
Nie należy oskarżać wykładowcy o brak słuchu muzycznego na podstawie faktu, że nie domyślił się, iż dźwięk dobiega z okolic jego własnego biurka. Róg był w tak fatalnym stanie, że wydawane przez niego odgłosy mogłyby pochodzić z całkiem porządnego układu stereo, odtwarzającego najnowocześniejszy utwór kolejnej progresywnej kapeli heavy metal.
Kiedy hałas ucichł, profesor postanowił tym razem darować sobie bezprzedmiotowe śledztwa i wrócić do prowadzenia przerwanej lekcji. Ronaldinho również zmądrzał i zamiast upajać się koszmarną kakofonią próbował nie zwracać na siebie uwagi.
c. d. n.